Dużo ze sobą różnostronnie rozprawiali o wpływie takiego sposobu traktowania rzeczy, a i stosunek do sztuk plastycznych był przedmiotem ważnej rozmowy. Z wywnętrzeń tych powstał zastanawiający, piękny przykład, jak należy tym trybem pracować naprzód i wstecz. Mistrz zrobił w podatnej masie odlew pięknej reszty antycznego młodzieńca i starał się teraz rozważnie oswobodzić postać idealną od powłoki i przemienić piękno żywotne w realny preparat mięśni.

-– Tu również środek i cel tak blisko się znajdują siebie. I chętnie wyznam, żem dla środków zaniedbał celu, ale niezupełnie z własnej winy. Człowiek bez osłony jest właściwie człowiekiem. Rzeźbiarz stoi bezpośrednio u boku Elohimów152, kiedy to oni niekształtną, wstrętną glinę zdołali przekształcić w utwór najwspanialszy. Powinien on hodować w sobie takie boskie myśli, gdyż dla czystych wszystko jest czyste, a więc dlaczegóż by nie był takim bezpośredni zamiar Boga w naturze? Ale od obecnego stulecia nie można tego wymagać. Bez liści figowych i skór zwierzęcych obejść się niepodobna, a i to jeszcze za mało. Ledwie się czegoś nauczyłem, żądano ode mnie godnych mężów w szlafrokach z szerokimi rękawami i niezliczonymi fałdami. Wtedy odwróciłem się od nich, a że tego, com rozumiał, nie wolno mi było nawet zastosować do wyrażenia piękna, obrałem sobie być użytecznym, a i to przecież ma swoje znaczenie. Jeśli życzenie moje się spełni, jeśli uznają, że się to zda na coś, iżby, jak w wielu innych rzeczach, odtwarzanie i przedmioty odtworzone przychodziły na pomoc wyobraźni i pamięci tam, gdzie ducha ludzkiego opuszcza pewna świeżość, to niejeden pewnie artysta plastyczny zmieni zawód, jak ja zrobiłem, i pracować będzie raczej dla waszego dobra, niżby miał wbrew przekonaniu i uczuciu uprawiać wstrętne rzemiosło.

Połączyła się z tym uwaga, że pięknie to widzieć, jak sztuka i technika zawsze niby się wzajem równoważą i — tak blisko będąc spokrewnione — zawsze się ku sobie nachylają, tak że sztuka nie upada, nie przybierając charakteru rzemiosła, a rzemiosło nie może się wznieść, nie stając się bardziej kunsztowne.

Obaj tak do siebie przystali i tak doskonale przywykli nawzajem, że z przykrością się rozłączali, kiedy się to stało niezbędne, by móc podążyć ku właściwym sobie wielkim celom.

— Aby jednak nie sądzono — rzekł mistrz — że się wyłączamy z natury i chcemy się jej zaprzeć, otwieramy oto świeże widoki. Tam, za morzem, gdzie pewne godne ludzkości usposobienia wzmagają się coraz bardziej, trzeba będzie w końcu, znosząc karę śmierci, budować obszerne twierdze, murem obwiedzione przestrzenie, by uchronić spokojnego obywatela od zbrodni, a zbrodni nie pozostawić bezkarnego panoszenia się i rozwijania. Tam, przyjacielu mój, w tych smutnych przestrzeniach zamówimy sobie kaplicę dla Eskulapa153. Tam równie odosobniona, jak sama kara, wiedza nasza odświeżać się będzie ciągle takimi przedmiotami, których rozkawałkowanie nie rani naszego uczucia ludzkiego, na widok których nóż nam, jak się to panu zdarzyło przy owym pięknym, niewinnym ramieniu, nie utknie w ręce, a żądza wiedzy nie wygaśnie całkowicie wobec współczucia.

— Takie były — powiedział Wilhelm — ostatnie nasze rozmowy. Widziałem, jak dobrze wyładowane skrzynie spływały rzeką, życząc im najpomyślniejszej jazdy, a sobie pogodnego spotkania przy wypakowywaniu.

Przyjaciel nasz prowadził i zakończył wykład ten z natchnieniem i entuzjazmem, a zwłaszcza z pewną żywością głosu i mowy, która w nowszych czasach nie była mu zwykła. Atoli, ponieważ przy zakończeniu swej mowy spostrzegł, jak mu się zdawało, że Leonard, jakby roztargniony i nieobecny, nie szedł za tym, co wykładano, a Fryderyk uśmiechał się i kilkakrotnie głową niby potrząsał, tak dotknęło czułego znawcę min to słabe zainteresowanie się rzeczą, która mu się jako niezmiernie ważna przedstawiała, że nie mógł powstrzymać się, aby nie zapytać o to przyjaciół.

Fryderyk wypowiedział się w tej mierze po prostu i całkiem szczerze, iż przedsięwzięcie owo poczytuje za chwalebne i dobre, ale nie może go uważać za tak doniosłe, a przynajmniej za wykonalne. Mniemanie to starał się uzasadnić dowodami takimi, że one temu, kto przejął się jakąś sprawą i zamyśla ją przeprowadzić, wydawać się musiały obraźliwe bardziej, niż można sobie wyobrazić. Toteż nasz anatom plastyczny, słuchając czas jakiś niby cierpliwie, w końcu odrzekł żywo:

— Mój kochany Fryderyku, ty masz zalety, których nikt ci nie zaprzeczy, a ja najmniej. Ale tutaj mówisz zwyczajnie jak ludzie zwyczajni. W nowości dostrzegamy tylko dziwactwo, ale by w dziwactwie ujrzeć zaraz coś doniosłego, na to czegoś więcej potrzeba. Dla nas musi naprzód przejść wszystko w czyn, musi się stać, zjawić się przed oczyma jako rzecz możliwa, rzeczywista, a wówczas zgadzamy się na nią jak na co bądź innego. Co ty powiadasz, to widzę już teraz, jak powtarzają wykształceni i laicy; tamci z uprzedzenia i dla wygody, ci z obojętności. Przedsięwzięcie, o którym mowa, może być wykonane chyba tylko w nowym jakimś świecie, gdzie duch nabrać musi odwagi wyszukiwania nowych środków dla zadośćuczynienia niezbędnej potrzebie, gdyż tradycyjnych brak zupełnie. Budzi się wtedy wynalazczość, do konieczności przyłącza się śmiałość i wytrwałość. Każdy lekarz, czy działa za pomocą środków leczniczych czy ręki, niczym jest bez dokładnej znajomości zewnętrznych i wewnętrznych członków człowieka. A wcale tu nie wystarczają ulotne wiadomości, powzięte w szkołach, dające powierzchowne pojęcie o kształcie, położeniu i związku najróżnorodniejszych części niezbadanego organizmu. Lekarz, który traktuje rzecz poważnie, powinien się codziennie ćwiczyć w powtarzaniu tej wiedzy, tego rozpatrywania się, szukając wszelkiej sposobności, by wciąż odnawiać w duszy i przed okiem związek tego żyjącego cudu. Gdyby znał korzyść własną, to ponieważ brak mu czasu do takich robót, utrzymywałby swym kosztem anatoma, który by pod jego kierunkiem zajmując się tym po cichu dla niego, jak gdyby w obecności wszystkich powikłań najzawilszego życia, potrafił natychmiast odpowiedzieć na najtrudniejsze pytania. Im lepiej rozumieć to będziemy, tym żywiej, gwałtowniej, namiętniej uprawiane będzie studiowanie rozczłonkowania. W tej samej atoli mierze zmniejszać się będą środki. Przedmiotów, ciał, na których opierać trzeba takie studia, zabraknie, staną się one rzadsze, droższe i zawiąże się istotna walka między żyjącymi a umarłymi. W starym świecie wszystko jest nałogiem; nowość traktować tam chcą według starego stylu, a to, co rośnie, według tego, co stężało. Tę walkę, jaką zapowiadam pomiędzy umarłymi a żyjącymi, toczyć się będzie na życie i śmierć. Przerażać się będą, śledzić, wydawać prawa i nic nie zrobią. Ostrzeżenie i zakaz nic nie znaczą w takich wypadkach; trzeba zaczynać od początku. A tego właśnie spodziewamy się, mistrz mój i ja, dokonać wśród nowych stosunków. I to nic nie jest nowego, już istnieje. Ale to, co teraz jest sztuką, musi się stać rzemiosłem, co się dzieje w szczególności, musi się stać możliwe w ogóle, a to tylko może się rozpowszechnić, co jest uznane. Nasza działalność musi być uznana jako środek jedyny w stanowczym utrapieniu, grożącym mianowicie wielkim miastom. Przytoczę tu słowa mojego mistrza, tylko uważajcie. Pewnego dnia rzekł mi w największym zaufaniu: „Czytelnik gazety uważa artykuł za interesujący, prawie za zabawny, kiedy mu się opowiada o mężach odrodzenia. Z początku kradli oni trupy w głębokiej tajemnicy, stawiano więc stróżów. Przychodzą tedy ze zbrojnym orszakiem, by gwałtem łupem swym zawładnąć. A do złego przyłączy się rzecz najgorsza; nie mogę mówić o tym głośno, gdyż uwikłałbym się, nie jako współwinny, ale jako przypadkowo współwiedzący, w wielce niebezpieczny proces, w którym, bądź co bądź, ukarać by mnie musiano za to, żem odkrywszy zbrodnię, nie doniósł o niej sądom. Tobie przyznaję się, mój przyjacielu: w tym mieście popełniono zabójstwo, aby dostarczyć pewnego przedmiotu uporczywemu, a dobrze płacącemu anatomowi. Ciało, życia pozbawione, leżało przed nami. Nie mam odwagi sceny tej malować. On poznał zbrodnię, ale i ja także. Spojrzeliśmy na siebie i milczeliśmy obaj. Patrzyliśmy przed siebie i w milczeniu zabraliśmy się do roboty. To właśnie, mój przyjacielu, zapędziło mnie między wosk i gips. To także utrzyma i ciebie przy sztuce, która, prędzej czy później, wysławiana będzie przez wszystkich”.

Fryderyk podskoczył, klasnął w ręce i nieustannie wołał: „Brawo”, tak że w końcu Wilhelm rozgniewał się na serio.