— Skądże go macie?
Fitz odpowiedział pośpiesznie:
— Ja go znalazłem, on jest z tego kraju.
— On nie z tej okolicy — odparł Montan.
Fitz cieszył się, widząc pewne wątpliwości u bardziej znającego się na rzeczy człowieka.
— Dostaniesz dukata — rzekł Montan — jeśli mnie zaprowadzisz w miejsce, gdzie on się znajduje.
— Łatwo go zarobić — odparł Fitz — ale nie zaraz.
— To określ mi dokładnie miejsce, żebym je odszukał na pewno. Ale to rzecz niemożliwa, bo to jest kamień krzyżowy, pochodzący od św. Jakuba34 w Composteli35. Zgubił go jakiś cudzoziemiec, jeżeliś go nie zwędził dlatego, że tak dziwnie wygląda.
— Dajcie swego dukata — rzekł Fitz — towarzyszowi podróży do przechowania, a ja wyznam otwarcie, skąd mam kamień. W zrujnowanym kościele św. Józefa znajduje się również zrujnowany ołtarz. Pomiędzy jego rozpadłymi, górnymi kamieniami odkryłem warstwę tej skały, która służyła tamtym za podstawę, i odłupałem z niej tyle, ile zabrać mogłem. Gdyby się zdjęło górne kamienie, to by z pewnością wiele się jeszcze tego znalazło.
— Weź swój czerwony złoty — odrzekł Montan — zasługujesz nań tym odkryciem. Jest ono dosyć ładne. Słusznie się radujemy, kiedy natura wydaje podobieństwo tego, co kochamy i czcimy. Ukazuje się nam ona w postaci Sybilli36, która z góry złożyła świadectwo tego, co od wieków było postanowione i dopiero z czasem ma się stać rzeczywistością. Na tym, jako na cudownej, świętej warstwie, wznieśli księża swój ołtarz.