— A gdybym ja — odparł tamten — właśnie te rysy i wyrwy traktował jako litery i starał się je odcyfrować, tworzyć z nich wyrazy i nauczył się biegle je czytać? Miałbyś coś przeciwko temu?
— Nie, ale wydaje mi się to rozległym abecadłem.
— Mniejszym, niż sądzisz. Potrzeba się go tylko nauczyć, jak każdego innego. Natura ma jedno tylko pismo i nie potrzebuję zaprzątać sobie głowy tak wieloma bazgrotami33. Tu nie mam obawy, jak to się zdarza, kiedym się długo i z zamiłowaniem namęczył nad pergaminem, żeby przyszedł bystry krytyk i zapewnił mnie, że to wszystko jest podrobione.
Uśmiechając się, odparł przyjaciel:
— A jednak i tutaj twoje sposoby odczytania mogą być zakwestionowane.
— Właśnie dlatego — odrzekł tamten — z nikim o tym nie mówię i nie chcę też z tobą, dlatego właśnie, że cię kocham, handlować dalej głupią materią pustych słów i wymieniać ją zwodniczo.
Rozdział czwarty
Obaj przyjaciele, nie bez baczności i trudu, zeszli na dół, by się dostać do dzieci, które się rozłożyły w miejscu cienistym. Prawie z większym zapałem wypakowane zostały przez Montana i Feliksa zebrane kamienie niż zapasy żywności. Drugi miał dużo pytań na ustach, pierwszy dużo odpowiedzi. Feliks cieszył się, że tamten zna nazwy wszystkich i zatrzymywał je szybko w pamięci. W końcu wydobył jeszcze jeden i zapytał:
— A jakże się ten nazywa?
Montan patrzył nań ze zdziwieniem i rzekł: