Wielce szanowni panowie! Wiedząc, że wstępy i przedmowy nie bardzo lubicie, zapewniam bez ogródki, że tym razem mam nadzieję wybrnąć znakomicie. Niemało już ode mnie wyszło prawdziwych historii, ku wielkiemu i wszechstronnemu zadowoleniu, ale dzisiaj rzec winienem, że mam opowiedzieć taką, która dotychczasowe o wiele przewyższa i która, choć mi się zdarzyła przed kilku laty, ciągle mnie jeszcze we wspomnieniu niepokoi, a nawet każe się spodziewać ostatecznego rozwiązania. O równą jej trudno chyba będzie.

Wyznam przede wszystkim, że w trybie życia mego nie zawsze się tak urządzałem, ażeby zupełnie być pewnym przyszłości, ba, dnia następnego. Za młodu nie byłem dobrym gospodarzem i nieraz znajdowałem się w kłopotach. Razu pewnego przedsięwziąłem podróż, która miała mi dać zysk znaczny. Alem trochę za duży zrobił zakrój i zacząwszy ją od ekstrapoczty, a przez pewien czas odbywając ją pocztą zwykłą, wreszcie widziałem się zmuszonym końca jej dociągnąć piechotą.

*

Jako chłopiec żywy, od dawna miałem przyzwyczajenie, że wszedłszy do gospody, zaraz żem się oglądał za gospodynią albo nawet za kucharką, zjednywałem je sobie pochlebstwami, przez co rachunek mój pospolicie się zmniejszał.

Pewnego wieczoru, kiedym wszedł na pocztę jakiegoś małego miasteczka i chciałem się właśnie zachować w sposób mi zwykły, zaraz za mną zaturkotał przed bramą piękny powóz o dwóch siedzeniach, w cztery konie zaprzężony. Obejrzałem się i zobaczyłem panią — samą jedną, bez pokojówki, bez lokajów. Pośpieszyłem natychmiast otworzyć jej drzwiczki i zapytać, co rozkaże. Przy wysiadaniu ukazała się piękna postać, a miła jej twarz, gdy się przyjrzało bliżej, ozdobiona była maleńkim rysem smutku. Raz jeszcze zapytałem, czy jej nie mogę w czym usłużyć.

— O tak! — odrzekła. — Jeśli pan zechcesz z troskliwością wyjąć i przynieść tutaj skrzyneczkę leżącą na siedzeniu! Ale bardzo proszę nieść ją nader ostrożnie i ani trochę nią nie poruszać i nie wstrząsać.

Wziąłem skrzyneczkę ostrożnie, ona zamknęła drzwiczki. Weszliśmy razem na schody, a ona powiedziała posługaczowi, że zostanie tu na noc.

Pozostaliśmy sami w pokoju. Kazała mi złożyć skrzyneczkę na stole, przy ścianie się znajdującym, a gdym zmiarkował z niektórych jej ruchów, że pragnie pozostać sama, pożegnałem się, całując rękę jej ze czcią, ale ogniście.

— Zamów pan wieczerzę dla nas obojga — rzekła na to.

Łatwo sobie wyobrazić, z jakiem zadowoleniem spełniłem ten rozkaz, przy czym równocześnie w dumie swej ledwiem przez ramię patrzał na gospodynię i posługacza. Niecierpliwie czekałem chwili, która mnie znowu zbliżyć do niej miała. Nakryto, usiedliśmy naprzeciw siebie, po raz pierwszy od dawnego czasu rozkoszowałem się dobrem jedzeniem, a zarazem tak pożądanym widokiem. Ba, wydało mi się, jakby z każdą minutą stawała się piękniejsza.