Rozpytawszy, dowiedział się przyjaciel nasz, że to młoda wdowa, uprawiająca wśród pomyślnych okoliczności rozległy przemysł z produktów górskich, o czym wędrowiec może się jutro sam przekonać, gdyż na obranej drodze zawczasu się do niej zajdzie.

— Już nieraz słyszałem o niej od wielu — odrzekł Leonard — jako o osobie ożywiającej dobroczynnie tę dolinę, a omieszkałem o nią zapytać.

— Ale chodźmy na spoczynek — rzekł roznosiciel — aby z dnia jutrzejszego, który obiecuje nam pogodę, wcześnie skorzystać.

*

Tu się kończył rękopis Leonarda. A gdy Wilhelm zażądał dalszego ciągu, dowiedział się, że obecnie nie ma go w ręku przyjaciół. Posłano go do Makarii, jak mówiono, która miała pewne zawikłania, o jakich tam wspomniano, natchnieniem i miłością załatwić, a skrupuły budzące skojarzenia — rozwiązać. Przyjaciel musiał się zgodzić na tę przerwę, przygotowując się, by na wieczorze towarzyskim znaleźć zadowolenie w pogodnej rozmowie.

Rozdział szósty

Kiedy nadszedł wieczór, a przyjaciele siedzieli w altanie dającej widok rozległy, stanęła na progu okazała postać, w której Wilhelm poznał zaraz golibrodę z dzisiejszego poranku. Na głęboki, niemy ukłon tego człowieka odpowiedział Leonard:

— Jak zawsze, przychodzisz pan w porę i nie omieszkasz zabawić nas swoim talentem. Mogę panu — mówił dalej, zwróciwszy się do Wilhelma — opowiedzieć nieco o towarzystwie, którego częścią mam zaszczyt się nazwać. Nikt nie wstępuje do naszego koła, kto nie może okazać pewnych talentów, które by mogły służyć na pożytek lub ku przyjemności wszelkiego towarzystwa. Ten człowiek jest dzielnym chirurgiem i w ciężkich wypadkach, wymagających stanowczości i siły cielesnej, może wybornie dopomagać swemu mistrzowi. Co on potrafi jako artysta brody, na to sam pan możesz mu wydać świadectwo. Z tego powodu jest on nam zarówno potrzebny, jak pożądany. Ale ponieważ zatrudnienie to prowadzi za sobą zwykle wielką, a często uciążliwą, gadatliwość, przystał więc dla własnego wykształcenia na pewien warunek. Tak zresztą jak każdy, co chce żyć wśród nas, musi z pewnej strony być uwarunkowany, gdy co do stron innych większa mu się dostaje swoboda. Otóż, on wyrzekł się mowy, o ile wyraża się przez nią coś zwykłego lub przypadkowego. Z tego rozwinął się w nim inny talent mówczy, który działa z zamiarem, roztropnie i zajmująco, mianowicie dar opowiadania. Życie jego obfituje w dziwne doświadczenia, które by w innym razie, papląc w niewłaściwym czasie, rozdrobnił, a teraz, przez milczenie zmuszony, w spokoju powtarza i porządkuje. Z tym się łączy wyobraźnia i udziela faktom życia i ruchu. Ze szczególną sztuką i zręcznością umie on opowiadać prawdziwe baśnie i baśniowe zdarzenia, czym bawi nas wielce w stosownej porze, gdy mu język rozwiążę, jak to czynię obecnie, udzielając mu równocześnie pochwały, że w ciągu tego znacznego czasu, odkąd go znam, nie powtórzył się jeszcze nigdy. Toteż spodziewam się, że i tym razem, gwoli i ku czci naszego kochanego gościa, popisze się wyśmienicie.

Po twarzy golibrody rozlała się dowcipna wesołość, a on zaczął niezwłocznie mówić w sposób następujący.

Nowa Meluzyna178