Mówiąc to porwał ze sobą przyjaciela naszego, a po drodze zawołał:

— Znaleziono ją, od dawna znaleziono! Idzie tylko o to, co się z nią stanie.

— Wiedziałem już to — rzekł Wilhelm. — Przyjaciele bowiem odkrywają sobie wzajemnie najlepiej to, co przemilczają. Ostatni ustęp dziennika, gdzie Leonard właśnie wśród gór przypomina sobie list, który do niego napisałem, przywołał w mojej wyobraźni tę dobrą naturę w całym otoczeniu umysłu i uczuć. Widziałem już, jak dnia następnego zbliża się do niej, poznaje ją; widziałem wszystko, co potem nastąpić mogło. Ale muszę wyznać szczerze, iż nie ciekawość, lecz rzetelne współczucie, jakie dla niej powziąłem, niepokoiło mnie z powodu waszego milczenia i powściągliwości.

— W tym też względzie — zawołał Fryderyk — jesteś właśnie najwięcej współ-zainteresowany co do przysłanej paczki. Dalszy ciąg dziennika posłany był Makarii, a nie chciano ci psuć poważnie powabnego zdarzenia opowiadaniem. Obecnie zaraz to dostaniesz. Leonard pewnie tymczasem już rozpakował, a dla swojego objaśnienia nie potrzebuje on tego.

Fryderyk ruszył po dawnemu skokiem, przybiegł znowu i przyniósł obiecany zeszyt.

— Ale teraz i ja muszę się dowiedzieć — zawołał — co z nami będzie.

I odbiegł znowu, a Wilhelm czytał.

Dziennik Leonarda. Ciąg dalszy

Piątek, 19 września

Ponieważ dziś nie można się było ociągać, chcąc wcześnie się dostać do pani Zuzanny, zjedzono więc pośpiesznie śniadanie wraz z całą rodziną, podziękowano z ukrytymi życzeniami szczęścia i oddano bardownikowi, który tu pozostawał, podarunki przeznaczone dla dziewczyn — cokolwiek bogatsze i okazalsze od onegdajszych194 — tajemnie mu je wsuwając, z czego się poczciwiec okazał wielce ucieszony.