— Kocham męża, kocham dzieci, zajmuję się ochoczo nimi i innymi także, a resztę mi przebaczysz.
Gdy Makaria przywitała ją błogosławieństwem, odeszła z przystojnym ukłonem. Lidia leżała u lewego boku świętej z twarzą ukrytą na jej łonie, płakała rzewnie i nie mogła słowa wymówić. Makaria, na łzy jej zważając, uderzyła ją w ramię uspokajająco, potem ucałowała ją w głowę na rozdziale włosów, jak przed nią była nachylona, gorąco i kilkakrotnie w pobożnym zamiarze.
Lidia powstała najprzód na kolana, potem na nogi i spojrzała ku swej dobrodziejce z czystą pogodą ducha.
— Co się ze mną dzieje? — rzekła. — Co mi jest? Ciężki, bolesny ucisk, który mnie pozbawiał jeżeli nie wszelkiej myśli, to wszelkiej rozwagi, nagle zniknął z mej głowy. Mogę teraz swobodnie spoglądać w górę, myśli moje wznosić w górę, a sądzę — dodała, głęboko westchnąwszy — że i serce moje tam pójdzie.
W tej chwili drzwi się otwarły i wszedł Montan, jak nieraz zjawia się nagle i niespodziewanie zbyt długo oczekiwany. Lidia wesoło podeszła ku niemu, radośnie go uścisnęła, a prowadząc go przed Makarię, zawołała:
— Niech się on dowie, co winien tej boskiej, i niech dziękczynnie razem ze mną upadnie jej do nóg.
Montan, zdziwiony i wbrew swemu przyzwyczajeniu zakłopotany do pewnego stopnia, rzekł, szlachetny ukłon zacnej pani składając:
— Wydaje się to czymś bardzo wielkim, gdyż jej winienem ciebie. Po raz to pierwszy witasz mnie otwarcie i miłośnie, po raz pierwszy przyciskasz mnie do serca, chociaż zasługiwałem na to od dawna.
Tu musimy powiedzieć poufnie, że Montan kochał Lidię od pierwszej jej młodości, że bardziej ujmujący Lotariusz wydarł mu ją, on wszakże pozostał wierny i jej, i przyjacielowi i w końcu wziął ją sobie, może ku niemałemu zdziwieniu dawniejszych czytelników naszych, za małżonkę.
Ci troje razem, co się w społeczeństwie europejskim nie mogli przecież czuć zupełnie zadowoleni, ledwie miarkowali wyrażenia radości swojej, gdy była mowa o oczekiwanych tam stosunkach. Nożyczki Filiny już drgnęły, gdyż zamierzała sobie zarezerwować monopol zaopatrywania tych nowych kolonii w ubranie.