Wtedy się tuzin wdarł pokrewnych,
Prawdziwy zalew ludzkich głów,
Więc braci i cioteczek rzewnych,
Kuzynów i stryjów też znów!
Toż było wrzasku i ryczenia!
Każdy się zdawał niby zwierz.
Żądali wieńca ukwiecenia
Z krzykami i groźbami też.
«Czegóż jak wariaci godzicie
W młodzieńca, co niewinnym jest!