Potem mówiono w ogólności, że każdy rodzaj posiadania powinien człowiek podtrzymywać; że powinien stać się punktem środkowym, z którego wychodzić ma dobro wspólne. Musi być samolubem, ażeby nie zostać samolubem, gromadzić, ażeby mógł udzielać. Co to ma znaczyć: dawać ubogim posiadanie i dobro? Chwalebniej postępować z nimi jako rządca. Takie jest znaczenie słów: „Posiadanie i dobro wspólne”. Kapitału nikt nie powinien naruszać, procenty w obiegu światowym i bez tego należeć już będą do każdego.

Jak się w rozwoju rozmowy okazało, zarzucano stryjowi, że mu dobra jego nie dawały takiego dochodu, jaki przynosić powinny. Odparł on na to:

— Zmniejszenie dochodu uważam za wydatek, który mi sprawia przyjemność, ponieważ przezeń ułatwiam życie innym, nie zadając sobie nawet trudu, żeby dar ten przechodził przez moje ręce. I tak wszystko powraca do równowagi.

Tym sposobem zabawiały się wcale różnostronnie panny z nowym przyjacielem, a wobec wciąż rosnącego wzajemnego zaufania, opowiadały o spodziewanym lada chwila krewnym.

— Uważamy jego dziwne zachowanie się za umówione ze stryjem. Od lat kilku nie daje nic o sobie słyszeć, przysyła milutkie, pobyt jego alegorycznie wskazujące, podarunki. To znów nagle pisze z bardzo bliska, ale nie chce przybyć do nas wprzódy, zanim mu nie damy wiadomości o naszym położeniu. Zachowanie się takie nie jest naturalne. Co się za tym kryje, musimy się dowiedzieć przed jego powrotem. Dziś wieczorem damy panu zeszyt listów, z których reszty domyślić się można.

— Wczoraj — dodała Hersylia — zaznajomiłam pana z obłąkaną włóczęgą, dziś dowiesz się pan o szalonym podróżniku.

— Przyznaj się wszakże — wtrąciła Julisia — że to zakomunikowanie jest nie bez zamiaru.

Hersylia pytała właśnie niecierpliwie: „A gdzież wety!”, kiedy oznajmiono, że stryj oczekuje na towarzystwo, by z niem spożyć deser w dużej altanie. Po drodze spostrzeżono kuchnię polową, w której bardzo skrzętnie zajmowano się pakowaniem brzęczących i świecących się od czystości rondli, półmisków i talerzy. W obszernej altanie zastano starego pana przy dużym, okrągłym, świeżo nakrytym stole, na który, w czasie gdy się reszta rozsiadała, wnoszono najpiękniejsze owoce, pożądane pieczywo i najlepsze słodycze w wielkiej obfitości. Na pytanie stryja: „Co się stało dotychczas? O czym rozmawiano?”, odpowiedziała Hersylia z pośpiechem:

— Nasz dobry gość nie byłby sobie dał rady z twoimi, stryju, lakonicznymi napisami, gdyby mu nie przyszła na pomoc Julisia ze swym nieprzerwanym komentarzem.

— Masz coś zawsze do Julisi — odparł stryj. — To dzielna dziewczyna, która chce się jeszcze nauczyć czegoś i coś zrozumieć.