Z całego zachowania się jego podczas podróży, a zwłaszcza z przygotowań do powrotu, wnoszę, że uroił sobie, iż pewną istotę niewieścią z naszego kółka uraził, której los niepokoi go obecnie. Od czego by się uczuł uwolniony i wybawiony, gdyby się mógł dowiedzieć, że się jej dobrze dzieje. A o dalszych rzeczach pomówi z panem Aniela. Weź pan ten list i zgotuj rodzinie naszej szczęśliwe zebranie się razem. Szczerze mówiąc, pragnęłabym go raz jeszcze widzieć na tej ziemi i przy rozstaniu się ze światem serdecznie go pobłogosławić”.

Rozdział jedenasty

Ciemnowłosa dziewczyna

Gdy Wilhelm szczegółowo i dokładnie wywiązał się ze swego polecenia, Leonard odpowiedział z uśmiechem:

— Jakkolwiek mocno jestem panu zobowiązany za to, czego się przez pana dowiaduję, muszę wszakże zadać jedno jeszcze pytanie. Czy ciocia nie zleciła panu w końcu donieść mi o jednej, na pozór mało znaczącej rzeczy?

Wilhelm namyślał się chwilę.

— Tak jest — rzekł następnie — przypominam sobie. Wzmiankowała o pewnej pannie, którą nazwała Waleryną. O niej miałem panu powiedzieć, że szczęśliwie poszła za mąż i znajduje się w bardzo pomyślnym stanie.

— Kamień mi pan z serca odwalasz — odparł Leonard. — Chętnie teraz wrócę do domu, ponieważ nie potrzebuję się obawiać, że tam, na miejscu, wspomnienie owej dziewczyny stanie się dla mnie wyrzutem.

— Nie wypada mi pytać, jaki z nią pana łączył stosunek — rzekł Wilhelm — dość, że możesz pan być spokojny, jeśli w jaki bądź sposób interesujesz się losem dziewczęcia.

— Jest to najdziwniejszy stosunek w świecie — odrzekł Leonard — bynajmniej nie stosunek miłosny, jakby można było myśleć. Winienem zwierzyć się panu i opowiedzieć, co właściwie nie jest wcale jakąś historią. Ale co pan sobie pomyślisz, jeśli panu powiem, że zwlekanie moje z powrotem, że obawa znalezienia się znowu w mieszkaniu naszym, że te dziwne zabiegi i pytania o to, co się u nas dzieje, miały właściwie na celu to tylko, by pobocznie się dowiedzieć, jak się rzecz ma z tym dzieckiem! Bo wierz mi pan — mówił dalej — wiem ja zresztą doskonale, że ludzi, których się zna, można na czas jakiś opuścić i nie znaleźć z powrotem zmienionymi. Tak też sądzę, że i co do moich krewnych niebawem oswoję się z nimi całkowicie. O tę jedyną istotę mi chodziło, której stan musiał się zmienić i, niech niebu będą dzięki, zmienił się na lepszy.