*

Trzeciego dnia rano udał się przyjaciel nasz do Anieli i stanął przed nią nie bez pewnego zakłopotania.

— Dzisiaj muszę się rozstać — rzeki — i otrzymać ostatnie polecenia od zacnej pani, do której niestety wczoraj przez dzień cały nie zostałem dopuszczony. Ale tu leży mi coś na sercu, w całym wnętrzu moim, względem czego pragnąłbym być objaśniony. Jeżeli to możliwe, racz mi, pani, wyświadczyć to dobrodziejstwo.

— Zdaje mi się, że rozumiem pana — rzekła miła dziewczyna — ale mów pan dalej.

— Sen cudowny — mówił Wilhelm — kilka słów poważnego astronoma, osobna, zamknięta szufladka w dostępnych szafach, z napisem Właściwości Makarii... Otóż te okoliczności łączą się z głosem wewnętrznym, mówiącym, że starania o owe światła niebieskie nie są może naukowym jedynie amatorstwem, dążnością do poznania wszechświata gwiazd; że owszem, przypuszczać należy, iż tu się kryje jakiś szczególny stosunek Makarii do ciał niebieskich, który poznać byłoby dla mnie rzeczą niezmiernie ważną. Nie jestem ani ciekawy, ani natarczywy, ale jest to tak ważny wypadek dla badacza ducha i myśli, że się nie mogę powstrzymać, by nie zapytać, czy by do tak znacznego zaufania nie zechciano dodać jeszcze i tego nadmiaru.

— Zgodzić się na to jestem upoważniona — odparła uprzejmie. — Dziwny sen pański został wprawdzie tajemnicą dla Makarii, ale ja z przyjacielem domu zastanawiałam się i rozmyślałam nad szczególnym zatapianiem się pana duchowym, nad niespodziewanym ogarnianiem tajemnic najgłębszych. I możemy się ośmielić, by pana dalej poprowadzić. Pozwól mi pan mówić najprzód za pomocą porównania! W rzeczach trudnych do pojęcia dobrze jest dopomagać sobie w ten sposób. Jak się mówi o poecie, że żywioły świata moralnego są w głębi natury jego ukryte i tylko się powoli następnie rozwijają, że mu nic w świecie nie pojawia się naocznie, czego by nie znał poprzednio w przeczuciu, tak samo, jak się zdaje, stosunki naszego Układu Słonecznego od samego początku są z gruntu wrodzone Makarii, zrazu w stanie spoczynku, potem w stopniowym rozwoju, a dalej w coraz to wyraźniejszym ożywianiu się. Najprzód cierpiała z powodu tych zjawisk, potem znajdowała w nich przyjemność, a z latami rósł jej zachwyt. Nie wprzód jednak doszła w tej mierze do zgody ze sobą i uspokojenia, aż pozyskała sobie pomocnika, przyjaciela, którego zasługi już pan poznałeś dostatecznie. Jako matematyk i filozof, niedowiarek z początku, długo powątpiewał, czy to spostrzeganie nie jest wdrożone przez naukę. Gdyż Makaria wyznać musiała, że wcześnie zaczęła się uczyć astronomii i zajmowała się nią namiętnie. Przy tym jednak oznajmiła, że przez wiele lat życia swego zestawiała i porównywała zjawiska wewnętrzne ze spostrzeżeniami zewnętrznymi, ale nigdy nie mogła znaleźć zgody między nimi. Uczony kazał sobie następnie jak najdokładniej przedstawić to, co widziała, a co kiedy niekiedy tylko było dla niej zupełnie wyraźne. Zrobił obliczenia i wywnioskował z nich, że ona nie tylko nosi w sobie cały Układ Słoneczny, ale nadto porusza się w nim duchowo, jako jego część integralna. Postępował dalej stosownie do tego przypuszczenia, a jego obrachowania zostały w sposób niesłychany potwierdzone jej słowami. Tyle tylko mogę tym razem powierzyć panu, a i to objawiam z tą usilną prośbą, abyś pan o tym nikomu słowa nie powiedział. Bo czyżby każdy rozsądny i rozumny, przy najserdeczniejszej życzliwości, nie mógł uważać i uznać takich zdań za fantazje, za źle zrozumiane przypomnienia dawniej przyswojonej wiedzy? Sama nawet rodzina nie wie o tym dokładnie. Te tajemnicze spostrzeżenia, te zachwycające widziadła uchodzą wśród jej krewnych za chorobę, która jej chwilowo nie pozwala brać udziału w świecie i jego sprawach. Zachowaj to, przyjacielu, w cichości i nie daj nawet nic poznać po sobie wobec Leonarda.

*

Pod wieczór został wędrowiec nasz przedstawiony raz jeszcze Makarii. Mówiono o niejednej rzeczy pouczającej z wdziękiem — z czego wybieramy, co następuje:

„Z natury nie posiadamy żadnej wady, która by się zaletą, ani żadnej zalety, która by się wadą stać nie mogła. Zalety bywają właśnie najbardziej niebezpieczne. Do tej uwagi dał mi pochop szczególniej dziwny siostrzeniec, młodzian, o którym słyszałeś pan wśród rodziny niejedną osobliwość, a którego ja, zdaniem moich krewnych, traktuję z większymi, niż by należało, względami i miłością.

Od samej młodości rozwinęła się w nim pewna dzielna, techniczna zręczność, której się oddał całkowicie i w której doszedł szczęśliwie do niejakiej biegłości i mistrzostwa. Później wszystko, co z podróży swoich przysyłał do domu, było zawsze jakąś robotą ręczną, wykonaną niezmiernie kunsztownie, mądrze, subtelnie, delikatnie, a wskazywało kraj, w którym się właśnie znajdował, a który odgadywać musieliśmy. Z tego wnieść można by, że to jest człowiek suchy, niewspółczujący, zajęty wyłącznie zewnętrznymi pozorami. W rozmowie nie wykazywał uzdolnienia do wnikania w ogólne uwagi moralne. Ale w ciszy i w tajni94 posiadał dziwnie subtelne, praktyczne poczucie dobrego i złego, chwalebnych i niechwalebnych rzeczy, tak że nigdy nie widziałam, żeby uchybił kiedykolwiek starszym czy młodszym, wyższym czy niższym. Ta wszelako wrodzona skrupulatność, nie będąc ujęta w karby, przetworzyła się w szczegółach w dziwaczną słabość. Gotów był wymyślać sobie obowiązki tam, gdzie ich nie wymagano, i zupełnie bez potrzeby uznać się kiedyś za dłużnika.