Kiedy ta sprawa omówiona została, nie mógł gość ukryć przed swoją nową przyjaciółką życzenia, żeby raz jeszcze przejrzeć to, co wczoraj wieczór czytano.
— Myśl główną rozprawy pochwyciłem — rzekł — ale chciałbym także poznać dokładniej szczegóły, o których była mowa.
— Szczęściem — odparła tamta — jestem w możności zadośćuczynienia temu życzeniu natychmiast. Zapewniony panu tak szybko stosunek z naszym życiem najbardziej wewnętrznym uprawnia mnie do powiedzenia panu, że owe papiery są już w moich rękach i schowane zostały starannie wraz z innymi pismami. Moja pani — mówiła dalej — jest mocno przeświadczona o ważności rozmowy doraźnej. „Przy niej, powiada ona, spotyka się to, czego żadna książka nie zawiera, a także i to, co najlepszego zawierały kiedykolwiek książki”. Dlatego nałożyła na mnie obowiązek spisywania poszczególnych dobrych myśli, wytryskających z pomysłowej rozmowy jak ziarnka nasienne z wieloramiennej rośliny. „Jeżeli się wiecznie zapamiętuje rzeczy obecne, mówiła, to się doznaje rzetelnej radości z tradycji, znajdując myśl najlepszą już wypowiedzianą, najmilsze uczucie już wyrażone. Tym sposobem dochodzimy do poglądowego uznania owej jednomyślności, do czego człowiek jest powołany, do czego zastosować się musi nieraz wbrew swej woli, gdyż aż zanadto lubi sobie wyobrażać, że świat zaczyna się wraz z nim od początku”.
Aniela w dalszym ciągu zwierzyła się gościowi, że przez to powstało znaczne archiwum, z którego podczas nocy bezsennych odczytuje niekiedy Makarii jakieś pismo. A przy tej okazji w sposób zastanawiający nasuwają się tysiące szczegółów — tak właśnie, jakby spadła masa rtęci i dzieliła się na wszystkie strony w różnorodne, niezliczone kuleczki.
Na jego pytanie, na ile archiwum to utrzymywane jest w tajemnicy, objaśniła, że w każdym razie najbliższe tylko otoczenie wie o nim, ale że ona bierze na siebie odpowiedzialność i ponieważ okazuje ochotę, pokaże mu zaraz kilku zeszytów.
W trakcie tej rozmowy w ogrodzie dostali się do zamku, a wchodząc do pokoju w oficynie, Aniela rzekła, uśmiechając się:
— Przy tej sposobności chcę powierzyć panu jeszcze jedną tajemnicę, na którą najmniej pan jesteś przygotowany.
Kazała mu następnie, poprzez firankę, zajrzeć do gabinetu, gdzie — naturalnie ku wielkiemu swemu zdziwieniu — ujrzał Feliksa, siedzącego i piszącego przy stole. I nie mógł zrazu odgadnąć powodu tej niespodziewanej pilności. Wkrótce jednak został objaśniony, gdy mu Aniela odkryła, iż ową chwilę zniknięcia swego na to użył, oświadczając, że pisanie i jazda konna są jedyną rzeczą, do której ma zamiłowanie.
Przyjaciel nasz został następnie wprowadzony do pokoju, gdzie mógł zobaczyć w szafach mnóstwo należycie uporządkowanych papierów. Rubryki różnorodne wskazywały treść najrozmaitszą; rozwaga i porządek przeświecały przez to. Gdy Wilhelm chwalił te zalety, Aniela zasługę ich przyznała przyjacielowi domu, powiadając, że on nie tylko dał zarys ogólny, ale w trudnych wypadkach umie dokładnie rozmieszczeniem pokierować, sam pisma przeglądając. Potem wyszukała rękopisy wczoraj odczytane i pozwoliła żądnemu posługiwać się nimi jak i resztą — i nie tylko je przeglądać, lecz i kopiować.
Ale wtedy przyjaciel musiał się oględnie brać do dzieła, bo się znalazło aż zanadto rzeczy zajmujących i pożądanych. Szczególnie zeszyty z krótkimi, ledwie wiążącymi się ze sobą zdaniami, poczytał za najszacowniejsze. Były to ostateczne wyniki, które wydają się nam paradoksalne, jeżeli nie znamy ich pochodzenia, ale nas zmuszają, za pośrednictwem wstecznego wynajdywania i odkrywania, cofać się i uprzytamniać sobie, o ile można, filiację takich myśli z wywodami z daleka branymi, od dołu do góry. Z powodów wyżej przytoczonych nie możemy im tutaj udzielić miejsca. Nie zaniedbamy jednak pierwszej nastręczającej się sposobności i potrafimy we właściwym miejscu przedstawić w wyborze to, cośmy tu zdobyli.