— Zechciejcież być tak uprzejmi — odpowiedział Wilhelm — i obszerniej mi wyłóżcie te słów kilka, gdyż nie czuję się zdolny, żebym to sam mógł zrobić.
— Mają one znaczenie naturalne — odparł tamten — chociaż głębokie. Przykłady najprędzej pozwolą je zrozumieć. Nie ma nic pospolitszego i zwyklejszego nad jedzenie i picie, nadzwyczajnością zaś jest napój uszlachetnić, pokarm rozmnożyć, iżby dla niezliczonej ciżby wystarczył. Nie ma nic zwyklejszego nad choroby i ułomności cielesne, ale usunąć je, złagodzić za pomocą środków duchowych albo podobnych do duchowych jest nadzwyczajnością. I stąd to właśnie powstaje cudowność cudu, że rzecz zwyczajna i nadzwyczajna, możliwa i niemożliwa w jedno spływają. W alegorii, w przypowieści dzieje się odwrotnie: tu jest znaczenie, rozum, pojęcie, wzniosłość, nadzwyczajność, niedościgłość. Jeżeli się ucieleśnia w pospolitym, zwykłym, zrozumiałym obrazie, tak że zjawia się przed nami jako coś żywotnego, obecnego, rzeczywistego, że możemy to sobie przyswoić, ująć, zatrzymać, obcować z tym jak z sobie równym, to to także jest drugim rodzajem cudu i słusznie przyłącza się do owych pierwszych, a może nawet wyżej się nad nie stawia. Tu się wypowiada nauka żywotna, nauka niebudząca żadnej sprzeczki. Nie jest to wcale jakieś mniemanie, co słuszne czy niesłuszne. To sama słuszność lub niesłuszność bez żadnego sporu.
Ta część galerii była krótsza, a raczej stanowiła ćwierć tylko otoczenia dziedzińca. Ale kiedy przy pierwszej przechodziło się tylko, tutaj chętnie bawiono dłużej, chodzono i wracano. Przedmioty nie były tak uderzające, nie tak różnorodne, ale tym bardziej pobudzały do zbadania swego głębokiego, cichego znaczenia. Przy końcu galerii obaj przechadzający się zawrócili, kiedy Wilhelm wypowiedział uwagę, że tu właściwie doszli tylko do wieczerzy pańskiej, do rozstania się mistrza ze swymi uczniami. Zapytał więc o pozostałą część dziejów.
— Przy każdym nauczaniu — odparł Najstarszy — przy każdym udzielaniu wiadomości bardzo lubimy oddzielać to, co się tylko oddzielać daje. Tym bowiem jedynie sposobem może u młodzieży wytworzyć się pojęcie czegoś doniosłego. Zycie i tak już miesza ze sobą wszystko, więc też tutaj oddzieliliśmy całkowicie życie owego znakomitego męża od jego zgonu. W życiu ukazuje się on jako prawdziwy filozof, niech was nie oburza to wyrażenie, jako mędrzec w znaczeniu najwyższym. Stoi silnie na swej podstawie, idzie swą drogą nieporuszony, a podnosząc ku sobie niższych, czyniąc nieoświeconych, biednych, chorych uczestnikami swojej mądrości, swego bogactwa, swej siły, i stawiając się niby przez to na równi z nimi, nie zapiera się przecież z drugiej strony swego boskiego pochodzenia; śmie stawać na równi z Bogiem, ba, Bogiem się oznajmić. Tym sposobem od samej młodości wprawia w podziw swe otoczenie, pozyskuje sobie pewną część jego, podburza część inną przeciw sobie i pokazuje wszystkim, którzy z niejaką wyżyną w nauczaniu i życiu mają do czynienia, czego się im spodziewać wypada od świata. Toteż jego pobyt na ziemi jest dla szlachetnej cząstki ludzkości o wiele bardziej pouczający i płodny od jego śmierci. Gdyż do przejść owych każdy jest powołany, do tej drugiej niewielu tylko. A żebyśmy wszystko już przeszli, co z tej uwagi wypływa, przypatrzcie się wzruszającej scenie wieczerzy. Tu mędrzec, jak zawsze, pozostawia swoich osieroconych w sposób szczególny, a troszcząc się o dobrych, karmi równocześnie z nimi zdrajcę, który jego i lepszych od siebie ma zgubić.
To mówiąc, otworzył Najstarszy furtkę, a Wilhelm zdumiał się, znalazłszy się znowu w pierwszej sali od wejścia. Spostrzegł, że przez ten czas przeszli cały obwód dziedzińca.
— Miałem nadzieję — rzekł on — że mnie zaprowadzicie do końca, a wy mnie zawracacie do początku.
— Teraz nie mogę wam pokazać nic więcej — odpowiedział Najstarszy. — Więcej nie pokazujemy wychowankom naszym, więcej nie objaśniamy im nad to, coście dotychczas obejrzeli: zewnętrzność, powszechnie światowe rzeczy każdemu od samej młodości; wnętrze, poszczególne duchowe i sercowe rzeczy tym tylko, którzy dojrzewają z niejaką rozwagą; a resztę, co raz jedynie na rok bywa otwierana, tym jeno udzielamy, których wypuszczamy. Ową ostatnią religię, wynikającą z uszanowania względem tego, co jest pod nami, ową cześć dla przeciwności, rzeczy znienawidzonych, zasługujących na unikanie, przekazujemy każdemu jedynie jako wyposażenie na drogę w świat, ażeby wiedział, gdzie to może znaleźć, jeśli się w nim obudzi taka potrzeba. Zapraszam was, żebyście tu za rok wrócili, by uczestniczyć w naszym święcie powszechnym i zobaczyć, jak dalece syn wasz postąpił naprzód. Wówczas i wy zostaniecie wtajemniczeni w świętość bólu.
— Pozwólcie mi na jedno pytanie — rzekł Wilhelm. — Czy jak życie tego boskiego męża przedstawiacie jako symbol i wzór do naśladowania, tak też mękę jego i śmierć wynieśliście do znaczenia przykładu wzniosłego cierpienia?
— Oczywiście — odpowiedział Najstarszy. — Nie robimy z tego wcale tajemnicy. Ale spuszczamy zasłonę na te męki właśnie dlatego, że je tak wysoko czcimy. Uważamy za godne potępienia zuchwalstwo wystawiać owo narzędzie katuszy i cierpiącego na nim świętego na światło słońca, które skryło swe oblicze, kiedy mu świat przewrotny narzucił to widowisko. Uważamy za zuchwalstwo igrać, bawić się, pieścić tymi głębokimi tajemnicami, w których spoczywa boska głębia cierpienia, i nie spocząć wprzódy, aż rzecz najwznioślejsza stanie się pospolita i wstrętna. Na teraz niech będzie tego dosyć, aby was uspokoić o chłopca waszego i całkowicie przekonać, iż go odnajdziecie, bądź co bądź, mniej lub więcej, ale w sposób pożądany wykształconym, a w każdym razie nie mętnym, chwiejącym się i niespokojnym.
Wilhelm ociągał się, oglądając obrazy przedsionka i pragnąc mieć objaśnione ich znaczenie.