— I to również — rzekł Najstarszy — zachowujemy dla was za rok. Podczas nauki, którą w tym przeciągu czasu dajemy dzieciom, nie dopuszczamy wcale obcych. Ale potem przychodźcie i słuchajcie, co nasi najlepsi mówcy uznają za stosowne powiedzieć publicznie o tych przedmiotach.

Niebawem po tej rozmowie usłyszano stukanie do małej furtki. Zgłosił się wczorajszy dozorca, prowadzący konia Wilhelmowego. I tak rozstał się przyjaciel nasz z Trójką, która na pożegnanie w ten sposób poleciła go dozorcy:

— Ten tu zalicza się do zaufanych, a wiadomo ci, co masz na pytania jego odpowiadać. Bo on niewątpliwie dowiedzieć się jeszcze będzie chciał o niejednym, co u nas widział i słyszał. Miara i cel nie są dla ciebie tajne.

Wilhelm miał istotnie na sercu kilka jeszcze pytań, które też zaraz wyjawił. Kędy przejeżdżali, dzieci stawały jak wczoraj. Ale dziś widział, lubo rzadko, że ten lub ów chłopiec nie witał przejeżdżającego dozorcy, nie odrywał się od swej pracy i przepuszczał go niezauważonym. Wilhelm zapytał tedy o przyczynę i co miał znaczyć ten wyjątek. Na to odpowiedział tamten:

— Bardzo on jest zaiste znaczący, bo to najwyższa kara, jaką na wychowanków nakładamy. Uznaje się ich za niegodnych okazywania uszanowania i za zmuszonych do przedstawiania się jako dzicy i niewykształceni. Ale starają się oni jak najusilniej, by wyjść z tej sytuacji i jak najszybciej spełniają każdą powinność. Atoli gdyby młoda istota w zatwardziałości swej nie czyniła żadnego usiłowania do powrotu, to się ją odsyła rodzicom z krótkim, lecz dobitnym zawiadomieniem. Kto się nie nauczy poddawać prawom, musi opuścić okolicę, gdzie one mają znaczenie.

Inny znów widok pobudził, tak samo dziś jak wczoraj, ciekawość wędrowca. Była to różnorodność barwy i kroju w ubraniu wychowanków. Nie istniało tu na pozór żadne stopniowanie, gdyż tacy, co odmiennie witali, jednakowo byli ubrani, jednakowo zaś witający byli odziani inaczej. Wilhelm zapytał o przyczynę tej widomej sprzeczności.

— Rozwiązuje się ona tak — odrzekł dozorca — że jest środkiem do wybadania właściwego umysłów dzieci. Pomimo surowości i porządku w innych rzeczach, pozwalamy w tym wypadku na pewną dowolność. W zakresie naszych zapasów sukna i bramowań mogą wychowankowie wybrać sobie barwę według upodobania, a tak samo, z małym ograniczeniem, formę i krój. Obserwujemy to dokładnie, gdyż z barwy daje się poznać nastrój zmysłowy, a z kroju sposób życia człowieka. Atoli pewna szczególna właściwość natury ludzkiej utrudnia sąd do pewnego stopnia. Jest to duch naśladownictwa, skłonność do łączenia się z innymi. Bardzo rzadko wpada wychowanek na coś, czego jeszcze nie było. Po większej części wybierają sobie coś znanego, co widzą właśnie przed sobą. Ale i zważanie na to nie pozostaje dla nas bezpłodne. Wskutek takich stron zewnętrznych przystępują oni do tego lub owego oddziału, przyłączają się tu lub owdzie, a tym sposobem wyróżniają się ogólniejsze usposobienia. Dowiadujemy się, do czego się każdy skłania, z jakim przykładem się identyfikuje. Widziano wszakże wypadki, gdy umysły skłaniały się ku ogólności, gdy moda groziła rozszerzeniem się na wszystkich, a wszelka odrębność miała zaginąć w jedności. Takiemu zwrotowi staramy się zapobiec w sposób łagodny. Dajemy wyczerpać się zapasom tej lub owej materii; tej lub owej ozdoby nie można już dostać. Podsuwamy coś nowego, powabnego. Jasnymi barwami i krótkim, obcisłym krojem przywabiamy rześkich, poważnymi odcieniami, wygodnym, fałdzistym strojem rozważnych. I tak powoli przywracamy równowagę. Mundurowi bowiem zgoła jesteśmy przeciwni. Zakrywa on charakter i, więcej niż jakieś inne zamaskowanie, zataja właściwości dzieci przed okiem przełożonych.

W trakcie tych i innych rozmów dostał się Wilhelm do granicy prowincji i to w tym miejscu, gdzie ją wędrowiec wedle wskazówki starego przyjaciela miał opuścić, by pójść ku istotnemu swemu celowi.

Przy pożegnaniu dozorca poprosił, żeby Wilhelm zechciał czekać chwili, aż wielkie święto zostanie w różny sposób oznajmione wszystkim uczestnikom. Zaproszeni będą na nie wszyscy rodzice, a uzdolnieni wychowankowie zostaną wypuszczeni w świat na życie swobodne, podległe przypadkom. Tymczasem Wilhelm będzie mógł, wedle zapewnienia dozorcy, rozejrzeć się do woli po innych miejscowościach, gdzie wedle właściwych zasad udzielane są i wpajane poszczególne nauki w całkowitym zakresie.

Rozdział trzeci