Folgując przyzwyczajeniu kochanej publiczności, od niejakiego czasu znajdującej upodobanie w tym, że ją bawią kawałkami, zamierzaliśmy z początku podać jej następne opowiadanie w kilku rozdziałach. Związek atoli wewnętrzny, rozważany według usposobień, uczuć i zdarzeń, skłonił nas do wykładu nieprzerwanego. Oby on ów cel swój osiągnął i oby w końcu okazało się, jako osoby tej — na pozór odrębnej — historii najściślej się splatają z tymi, które już znamy i kochamy.
Mężczyzna pięćdziesięcioletni
Major wjechał na dziedziniec, a Hilaria, jego siostrzenica, stała już, by go przyjąć, na schodach zewnętrznych, prowadzących do zamku. Ledwie ją poznał, gdyż znowu wyrosła i wypiękniała. Wyleciała naprzeciw niemu, on ją przycisnął do piersi z uczuciem ojcowskim i pośpieszyli na górę do jej matki.
Siostra jego, baronowa, przyjęła go również mile, a gdy Hilaria szybko się oddaliła, by przygotować śniadanie, rzekł major wesoło:
— Tym razem mogę się krótko załatwić, mówiąc, że sprawa nasza ukończona. Brat nasz, marszałek nadworny, przekonuje się, że ani z dzierżawcami, ani z rządcami nie dojdzie do ładu. Za życia więc jeszcze odstępuje swe dobra nam i dzieciom naszym. Pensja roczna, którą sobie zastrzega, jest wprawdzie duża, ale możemy dać mu ją zawsze. Toż przecież zyskujemy już obecnie wiele, a na przyszłość wszystko. Nowy układ ma być wkrótce w porządku. Choć oczekuję niebawem dymisji, widzę wszakże przed sobą znowu życie czynne, które nam i naszym może przynieść korzyść stanowczą. Patrzymy spokojnie, jak dorastają dzieci nasze; zależy od nas i od nich przyśpieszyć ich połączenie.
— Wszystko to byłoby dobre — rzekła baronowa — gdybym ci nie miała odkryć pewnej tajemnicy, którą sama niedawno dostrzegłam. Serce Hilarii nie jest już wolne. Z tej strony syn twój mało mieć może nadziei albo wcale.
— Co ty mówisz? — zawołał major. — Czyż to możliwe? Kiedy my wszelkich dokładamy trudów, by się zabezpieczyć pod względem ekonomicznym, skłonność płata nam takiego figla! Powiedz mi, kochana, powiedz mi co prędzej, kto to mógł oplątać serce Hilarii? I czy to już jest aż tak źle? Może to tylko przelotne wrażenie, które można mieć nadzieję znów zatrzeć?
— Musisz przede wszystkim trochę pomyśleć i zgadnąć — odparła baronowa, zwiększając tym jego niecierpliwość.
Wzmogła się już ona do najwyższego stopnia, gdy Hilaria, wchodząc ze służącymi, którzy nieśli śniadanie, uczyniła niemożebnym rychłe rozwiązanie zagadki.
Samemu majorowi zdawało się, że na piękne dziecko patrzy innymi oczyma niż chwilę przedtem. Takiego niemal doznawał uczucia, jakby był zazdrosny o tego szczęśliwca, którego obraz mógł się wyryć w tak pięknej duszy. Śniadanie mu nie smakowało i nie spostrzegł, że wszystko tak właśnie było przyrządzone, jak on lubił najbardziej i jak kiedy indziej zwykł był życzyć sobie i wymagać.