— Nie. Było mi we Frankfurcie dobrze, jak może nikomu w świecie.

— Czemuż więc wracasz?

— Dlatego, że mi pozwolił pan Sesemann.

— Ba! Mogłaś przecież zostać mimo pozwolenia!

— Wróciłam, gdyż nad wszystko wolę być u dziadka na hali!

— Zmienisz pewnie zdanie, gdy go teraz zobaczysz — mruknął do siebie.

Zaczął gwizdać, nic już nie mówiąc. Heidi rozglądała się wokoło i ogarnęło ją wewnętrzne drżenie na widok znanych drzew przy drodze lub szczerbatych turni28 Falknisu, witających ją jak starzy znajomi. Witała wszystko serdecznie, a z każdym krokiem wzrastało napięcie oczekiwania, tak że miała ochotę zeskoczyć z wozu i biec z wszystkich sił na górę. Biła właśnie piąta, gdy wjeżdżali do osiedla. Wokół wozu zaroiło się natychmiast od dzieci i kobiet, przyszli też sąsiedzi, gdyż kufer i Heidi na wozie piekarza była to sprawa godna uwagi. Wszyscy pytali ciekawie. Piekarz zsadził dziewczynkę, a ona rzekła:

— Dziękuję! Dziadek zabierze kufer!

Potem chciała biec czym prędzej, a gdy ją przytrzymywano, zasypując pytaniami, przepychała się przez tłum tak porywczo, że bezwiednie robiono jej miejsce.

— Widzisz, jak się boi! — mówił ten i ów. — A ma do tego słuszne powody!