— Słuchaj, doktorze! Powiedz mi otwarcie, czy masz istotnie nadzieję, że to polepszenie nastąpi?
Doktor wzruszył ramionami:
— Słaba to nadzieja! — odparł półgłosem. — Pomyśl na chwilę o mnie! Przecież masz dziecko, które kocha cię i wyczekuje twego powrotu, gdyś wyjechał. Nie zastajesz nigdy w domu pustki, nie siadasz do stołu samotny. Dobrze jest też w domu twej córce, a chociaż brak jej wielu przyjemności dostępnych zdrowym, to jednak żyje w warunkach o wiele szczęśliwszych niż inne dzieci. Nie żal się więc, gdyż dobrze jest wam razem. Pomyślże teraz o mnie, drogi przyjacielu, i porównaj moje samotne życie z waszym!
Pan Seseman zaczął chodzić wielkimi krokami po pokoju, jak to zazwyczaj robił, będąc czymś silnie zajęty. Wreszcie stanął i położył dłoń na ramieniu doktora.
— Słuchaj! — rzekł. — Mam pewną myśl. Nie mogę patrzeć na ciebie bez smutku. Całkiem się zmieniłeś. Niezbędna ci jest rozrywka. Wiesz co? Jedź zamiast nas i odwiedź Heidi na hali w naszym imieniu.
Doktora bardzo zdziwiła ta niespodziewana propozycja i chciał protestować, ale pan Sesemann nie dał mu przyjść do słowa. Uradowany swym pomysłem i zapalony do niego, wziął przyjaciela pod rękę i zaprowadził go do pokoju córki. Klarcię zawsze cieszyło przybycie zacnego doktora, gdyż opiekował się nią z dawien dawna bardzo troskliwie i za każdym razem umiał opowiedzieć coś wesołego i nowego. Wiedziała dobrze, co go teraz przygnębia, i rada by była przywrócić mu dawną pogodę. Wyciągnęła do niego rękę, a on usiadł przy niej. Ojciec także przysunął sobie fotel i ująwszy dłoń Klarci, zaczął mówić. Wyraził radość na myśl o podróży, w paru słowach zaznaczył, że jest na razie niemożliwa, a potem zaczął szeroko rozwodzić się na tym, jak dobrze zrobiłaby doktorowi ta podróż. Zrobił to z rozmysłem, by zapobiec wybuchowi płaczu swojej ukochanej córki.
Istotnie łzy napełniły błękitne oczy Klarci, mimo że robiła wysiłki, by je ukryć, wiedząc jak przykry dla ojca jest jej płacz. Cios był istotnie bolesny. Myśl o tej podróży radowała ją przez całe lato i stanowiła całą rozrywkę i pociechę samotnego życia. Nie umiała jednak się dąsać, wiedząc, że jeśli ojciec czegoś odmawia, to ta rzecz musiałaby jej wyjść na złe, i tak być nie może. Przemógłszy więc łzy, czepiła się jedynej pozostałej jeszcze nadziei. Pogładziła zatem rękę swego przyjaciela i rzekła prosząco:
— Panie doktorze! Pojedzie pan do Heidi, a po powrocie opowie mi pan wszystko o niej, o dziadku, babce, Pietrku i kozach. Dowiem się, co robią ci wszyscy moi znajomi, prawda? Myślę też, że zabierze pan ze sobą to, co chcę jej posłać, oraz babce. Obiecuję przez cały czas pić tranu, ile pan tylko chce, dobrze?
Trudno powiedzieć, czy ta ostatnia propozycja zadecydowała, dość że doktor uśmiechnął się i powiedział:
— W takim razie muszę chyba jechać. A ty, Klarciu, twarz ci się zaokrągli i staniesz się mocna, jak tego obaj z ojcem pragniemy. Kiedyż nastąpić ma ten mój wyjazd? Czy już postanowiłaś?