Otworzywszy drzwi, Sebastian złożył mnóstwo niskich ukłonów doktorowi i rzekł:

— Proszę bardzo pozdrowić, z łaski swojej, panienkę od Sebastiana, panie doktorze!

— Ach! — zawołał dobrodusznie zdziwiony doktor. — Sebastian wie już zatem, że jadę?

Sebastian odkaszlnął z pewnym zakłopotaniem i powiedział:

— Ja, to znaczy... sam nie wiem... ach prawda, przypominam sobie... Przechodziłem przypadkowo przez jadalnię, usłyszałem imię panienki, potem zaś zacząłem myśleć i w ten sposób... naturalnie...

— Naturalnie! — uśmiechnął się doktor życzliwie. — Dobrze jest widocznie myśleć, bo zawsze coś się wymyśli. Zgoda, Sebastianie, zawiozę Heidi pozdrowienie.

Doktor miał właśnie przekroczyć próg, ale natrafił na zaporę. Silny wiatr skrócił znacznie wycieczkę panny Rottenmeier. W tejże samej chwili wróciła i chciała wejść w otwartą bramę. Wydęta podmuchem wiatru jej wielka chusta przybrała wygląd żagla. Doktor usunął się. Panna Rottenmeier była wielce ugrzeczniona wobec niego i z dawien dawna żywiła dla niego wielki szacunek, toteż cofnęła się z ogromną dystynkcją39, robiąc mu miejsce. Stali tak oboje, w postawach wyczekujących, gdy nagle wionął wiatr i panna Rottenmeier wpłynęła do sieni pełnymi żaglami. Doktor uskoczył w bok, ona zaś przebiegła spory kawałek za niego, tak, że musiała zawrócić, żeby powitać, jak przystało, przyjaciela domu. Przygoda zmieszała ją trochę, ale zachowanie się doktora wpłynęło jak zwykle kojąco na jej humor. Powiedział jej o planie podróży i poprosił bardzo uprzejmie, by zapakowała przesyłkę dla Heidi tak, jak to ona jedna tylko na świecie potrafi pakować.

Klara była przygotowana na pewien opór ze strony opiekunki przeciw wysłaniu Heidi wszystkiego, co dla niej przeznaczyła. Tym jednak razem stało się inaczej. Będąc w wyjątkowo dobrym nastroju, panna Rottenmeier opróżniła wielki stół pracowni, złożyła na nim wszystko, co miało być wysłane, i zaczęła pakować na jej oczach. Nie było istotnie łatwą sprawą zrobić paczkę z tych różnokształtnych przedmiotów. Przede wszystkim był tu gruby, watowany płaszcz z kapturem, by Heidi mogła w zimie chodzić sama do babki, nie czekając, aż ją dziadek owinie w worek i zaniesie, oraz ciepła chustka dla staruszki, by nie marzła, gdy wiatr wstrząsa chatą. Potem wielkie pudło ze strucelkami, także dla babki, by nie musiała jeść samych bułek do kawy. Następnie olbrzymia kiełbasa. Początkowo Klara przeznaczyła ją dla Pietrka, który jadał zawsze tylko chleb i ser, ale przyszło jej na myśl, że chłopak z radości pochłonie ją od razu i zachoruje, więc oddała ją w ręce Brygidy, by ona i babka dostały po kawałku, a Pietrek miał otrzymywać przysmak w odpowiednich porcjach. Posłała też dziadkowi woreczek tytoniu, gdyż lubił palić fajkę, siedząc na ławce wieczorem, a w końcu dla Heidi mnóstwo paczek, torebek i zawiniątek z przeróżnymi niespodziankami. Pakowanie trwało długo, ale w końcu na ziemi leżała wielka paka gotowa do drogi. Panna Rottenmeier patrzyła na nią poważnie, zatopiona w myślach na temat sztuki pakowania, a Klara wesoło, gdyż wyobrażała sobie radosne podskoki przyjaciółki w chwili, gdy ją dostanie.

Wszedł teraz Sebastian, dźwignął z rozmachem pakunek na plecy i zaniósł go czym prędzej do domu doktora.

Rozdział szesnasty. Gość na hali