— Dziadek wie to doskonale! — zawołała Heidi. — Czekaj, jest u proboszcza. Zaraz go zapytam — to rzekłszy, skoczyła ku drzwiom.
— Czekaj! — krzyknął zrozpaczony, gdyż wyobraził sobie, że za chwilę zjawią się Halny Dziadek i proboszcz, po czym zostanie niezwłocznie wysłany do Hotentotów. Na jego rozpaczliwy krzyk Heidi zatrzymała się, pytając ze zdziwieniem:
— Co ci się stało?
— Nic. Zaczekaj! Będę się uczył! — wyrzucił nerwowo.
Heidi zapragnęła wiedzieć, gdzie są Hotentoci, i wróciła tylko dlatego, że desperacki krzyk Pietrka wzruszył ją do głębi. Chłopak rzucił się na trzy ostatnie litery z taką zajadłością, że zostały na zawsze utrwalone w jego pamięci. Tegoż wieczora poczynił niemały postęp i tak się działo dzień po dniu.
Śnieg znowu zmiękł i zaczęły się śnieżyce, tak że Heidi nie mogła iść do babki przez trzy tygodnie z rzędu. Tym pilniej pracowała z Pietrkiem, który miał ją zastąpić w czytaniu. Pewnego dnia chłopiec wrócił do domu i powiedział:
— Umiem!
— Co umiesz, dziecko? — spytała Brygida z zaciekawieniem.
— Umiem czytać — odparł.
— Czyż to możliwe? — zawołała. — Słyszysz, matko?