— Nie rozumiem, czemu chłopak dziś tak długo nie przychodzi? — zauważył dziadek, gdyż dotąd nie było słychać porannego gwizdu Pietrka.

Wziął Klarę na ramię, na drugie zaś zarzucił sporo chustek.

— Chodźmy! — powiedział. — Kozy pójdą za nami.

Ucieszyło to Heidi. Objęła ulubienice za szyję i szła za dziadkiem, a Białuszka i Buraska tak były rozradowane jej towarzystwem, że mało nie rozdusiły czołami swej pani.

Na pastwisku zastali całą trzodę, pasącą się najspokojniej, i leżącego w całej okazałości Pietrka.

— Oduczę ja cię pomijać moją chatę i zapominać o kozach, ty śpiochu jeden! — krzyknął Halny Dziadek.

Pietrek zerwał się na dźwięk znanego głosu.

— Wszyscy jeszcze spali! — odparł.

— Czy widziałeś może wózek?

— Jaki wózek? — zawołał krnąbrnie.