— Kochane dziecko! — odparła babka. — Nie mogę tego widzieć, ale słyszę doskonale. Nie tylko okiennica tłucze się na wietrze, ale cały dom trzeszczy i drga, gdy wicher zawieje. Zwłaszcza nocą, gdy oni śpią, strach mnie często zbiera, że wszystko spadnie na nasze głowy i zabije wszystkich troje. Nie ma nam jednak kto naprawić domu, Pietrek się na tym wcale nie zna.
— Czemuż to, babko, nie możesz widzieć, jak wiatr rusza okiennicą? O, popatrz, znowu to samo robi!
Heidi pokazała palcem.
— Drogie dziecko! Ja niczego nie widzę, nie tylko okiennicy! — powiedziała babka żałośnie.
— Wyjdę na dwór i otworzę całą okiennicę, a wówczas chyba zobaczysz światło, babko!
— Nie zobaczę, nikt mi już nie przywróci wzroku.
— Musisz chyba zobaczyć jasność, babko, gdy wyjdziesz na śnieg. Chodź, pokażę ci. — Ujęła babkę za rękę, chcąc wyprowadzić, bowiem zaczęło ją trwożyć to, że nie dostrzega jasności.
— Daj spokój, dziecko! — odparła babka. — Żadna już jasność nie przeniknie do moich oczu, biel śniegu ani promień słońca.
— Jak to? — ciągnęła Heidi dalej, z coraz to większym niepokojem szukając jakiegoś wyjścia. — Przecież latem słońce świeci tak jaskrawo, potem zaś żegna się na noc z górami, które oblewa czerwonym blaskiem, a żółte kwiatki połyskują. Wtedy chyba widzisz jasność, babko?
— Dziecko moje! — westchnęła. — Nie zobaczę już nigdy poczerwieniałych od zachodu gór ani połyskliwych kwiatków, nikt mi już wzroku przywrócić nie zdoła.