Heidi wybuchnęła głośnym płaczem. Łkając żałośnie, powtarzała raz po raz:

— Któż ci zdoła przywrócić wzrok, babko? Czyż nikt? Czyż nikt, naprawdę?

Babka starała się ją uspokoić, nieprędko to jednak nastąpiło. Heidi płakała bardzo rzadko, ale popadłszy w rozżalenie, długo nie mogła się z niego otrząsnąć. Babka próbowała różności, gdyż bolało ją, że łka tak rozpaczliwie. W końcu rzekła:

— Chodź no tu, do mnie, dziecko! Ten, kto nie widzi, rad jest każdemu dobremu słowu. Bardzo mnie cieszy, gdy rozmawiasz ze mną. Usiądź przy mnie blisko i opowiedz, co robisz tam, na hali, i co robi dziadek. Znałam go dawniej dobrze, ale od kilku lat wiem tylko to, co powie Pietrek, a więc bardzo mało.

Heidi powzięła nową myśl. Szybko otarła oczy i rzekła:

— Nie trać nadziei, babko. Opowiem wszystko dziadkowi, on ci zapewne przywróci wzrok i naprawi dom, tak że się nie zawali i będzie jak nowy.

Babka milczała, a Heidi zaczęła z zapałem opowiadać, jak żyje razem z dziadkiem na hali, jak chodzi latem na pastwisko, a zimą przygląda się pracy dziadka, który zrobił z drzewa krzesła, ławki i piękne żłoby dla swych kózek na siano, nowe wiadro na wodę do letniej kąpieli, miseczki na mleko i łyżki. Z coraz to większym ożywieniem opisywała wszystkie te piękne rzeczy, które cudem jakby wychodzą z kawałka drzewa. Jej pragnieniem jej było z czasem nauczyć się tej sztuki. Babka słuchała z wielką uwagą, od czasu do czasu rzucając tylko:

— Czy słyszysz, Brygido, co ona opowiada o Halnym Dziadku?

Nagle opowiadanie przerwał głośny hałas u drzwi wejściowych. Po chwili wszedł do izby Pietrek, przystanął jednak u progu, na widok Heidi otworzył wyłupiaste oczy, a gdy go powitała, wykrzywił twarz najuprzejmiejszym grymasem, na jaki go było stać.

— Jak to? Już wracasz ze szkoły? — zawołała babka tonem zdziwienia. — Od lat popołudnie nie zeszło mi tak prędko. Dobry wieczór, Pietruniu. Jakże tam z czytaniem?