Dziadek dotrzymał słowa. Nazajutrz po południu odbyła się taka sama jazda sankami. Podobnie jak poprzedniego dnia powiedział jej:

— Wejdź, a gdy mrok zapadnie, wróć do mnie tutaj.

To rzekłszy, położył wór na sankach i zaczął obchodzić dom wokoło.

Ledwie Heidi otwarła drzwi i wskoczyła do izby, staruszka wykrzyknęła, puszczając wątek przędzy i wyciągając do niej obie ręce:

— Przyszło dziecko! Przyszło!

Heidi podbiegła do niej, przysiadła blisko na małym zydelku i zaczęła opowiadać różne nowości i zadawać pytania. Nagle rozległy się mocne uderzenia w ścianę domu. Babka drgnęła z przerażenia, niemal przewracając kołowrotek, i zawołała:

— Wielki Boże! Już po nas! Dom się wali!

Ale Heidi objęła jej ramię i rzekła uspokajająco:

— Nie bój się, babko. To dziadek przybył z młotkiem. Wszystko ponaprawia, tak że pozbędziesz się strachu.

— Czy to możliwe? Czyż mam wierzyć? Więc jeszcze Bóg nie całkiem nas opuścił? Czyś słyszała, Brygido? Czy słyszysz? Jeśli to naprawdę stary Halny Dziadek, poproś go, by wstąpił na chwilę. Chciałabym mu podziękować.