Od strony doliny stała ławka, przymocowana do ściany. Tutaj siedział stary Dziadek z fajką w ustach, z rękami na kolanach i patrzył spokojnie na nadchodzącą czeredę kóz i dzieci. Deta została w tyle. Heidi nadbiegła pierwsza i podszedłszy do starego, powiedziała, podając rękę:

— Dzień dobry, dziadku!

— Hm, hm?... Cóż to znaczy? — odrzekł starzec szorstko, niecierpliwym podał dziewczynce rękę i zaczął patrzeć długo, przenikliwie spod gęstych brwi. Heidi wytrzymała to spojrzenie, ani razu nie mrugnąwszy oczyma. Stary, kudłaty dziadek z długą brodą i brwiami podobnymi do rozczochranych krzaków był dla niej bardzo zajmującym przedmiotem obserwacji. Po chwili nadeszła ciotka i Pietrek, który stanął opodal, ciekawy dalszego ciągu.

— Dzień dobry, Dziadku! — powiedziała Deta, podchodząc. — Przyprowadzam do was córkę Tobiasza i Adelajdy. Nie poznacie jej zapewne, gdyż miała zaledwie rok, gdyście ją widzieli po raz ostatni.

— Cóż to dziecko ma u mnie do roboty? — spytał szorstko. — A ty, urwisie — krzyknął na Pietrka — znowu się spóźniłeś, idź mi natychmiast z kozami, a zabierz i moje!

Pietrek usłuchał niezwłocznie i znikł, gdyż Dziadek spojrzał na niego wcale nie dwuznacznie.

— Ta mała musi u was zostać, Dziadku — odparła Deta. — Sądzę, żem zrobiła, com była zrobić powinna dla Heidi przez te cztery lata, teraz na was kolej się nią zaopiekować.

— Tak? — powiedział starzec, spoglądając bystro na Detę. — A jeśli będzie tęskniła za tobą, płakała i jęczała, jak to zwykle robią takie głuptaski, to cóż wówczas pocznę?

— Wasza w tym głowa, Dziadku! — odrzuciła. — I mnie nikt nie powiedział, co mam począć, gdym roczne dziecko trzymała w ramionach, mając i tak dość troski o utrzymanie własne i matki. Teraz muszę jechać na służbę, wy zaś jesteście najbliższym krewnym Heidi. Jeśli nie chcecie, by tu została, zróbcie, co wam się podoba, biorąc oczywiście na swą odpowiedzialność, jeśli zmarnieje. Sądzę jednak, że nie macie potrzeby jeszcze bardziej obciążać sumienia.

Deta czuła, że nie postępuje jak należy, zatem w podnieceniu stąd pochodzącym, powiedziała więcej, niż to było jej zamiarem. Na ostatnie słowa Halny Dziadek wstał z ławki i spojrzał na nią tak, że się cofnęła parę kroków. Potem starzec wyciągnął rękę i rzekł rozkazująco: