SCENA TRZECIA
Ci sami i Andrea.
ANDREA
we fraku, w palcie i kapeluszu na głowie, ściska w drzwiach rękę Ernesta.
No i cóż, przyjacielu, czyś kontent16 z dzisiejszego wieczora? Czy praca posunęła się naprzód?
ERNEST
Nic, wcale. Właśnie wyspowiadałem się przed żoną. Podarłem wszystko, com dziś napisał. Widocznie mierzę za wysoko.
ANDREA
Tego nie mów, mój drogi. Wiesz zapewne, co powiedział Goethe17: „Tych lubię, co chcą niepodobieństwa!”. Tylko śmiało, tylko odważnie! Nie zrażaj się, ale i nie przymuszaj. Nie idzie ci — porzuć robotę i idź się rozerwać. Szkoda, żeś nie był w teatrze, wszyscy się bardzo o ciebie dopytywali.