— To, co ci powiedziałem, przeznaczone jest dla wszystkich uszu. To, co ci daję, przeznaczone jest jedynie dla twoich własnych oczu. Bierz!
Mahmat wziął skwapliwie złote kółko i schował je w fałdach pasa.
— Nie głupim pokazywać taką rzecz w domu, gdzie są trzy kobiety — mamrotał. — Ale opowiem im o kupcu Dainie, będą miały o czym gadać.
Odwrócił się i odszedł, a za osiedlem Almayera przyśpieszył zaraz kroku.
Babalaczi spoglądał za nim, póki nie znikł za krzakami.
— Czy dobrze zrobiłem, mem putih? — spytał pokornie, zwracając się do Niny.
— Tak — odrzekła Nina. — Pierścień możesz sobie zatrzymać.
Babalaczi dotknął ust i czoła i dźwignął się z ziemi. Spojrzał na Ninę, jakby oczekiwał dalszych jej słów, lecz ona zwróciła się ku domowi i weszła na schody, odprawiając go skinieniem ręki.
Babalaczi podniósł laskę i zabierał się do odejścia. Bardzo było gorąco i nie miał wcale ochoty przeprawiać się przez rzekę w taki upał. Ale trudno — musi zawiadomić radżę o nieprzewidzianych wypadkach, o zmianie planów, o wszystkich swoich podejrzeniach. Znalazłszy się na pomoście, zaczął rozplątywać linę z rotanu, którą czółno było przywiązane.
Rozległa powierzchnia dolnego biegu rzeki mieniła się olśniewającym blaskiem. Pokrywały ją czarne plamki czółen rybackich, które zdawały się brać udział w jakichś szalonych wyścigach. Babalaczi przestał odwiązywać czółno i spojrzał z nagłym zainteresowaniem. Rybak z najbliższej łódki, znalazłszy się na odległość głosu od chat stojących na skraju osady, złożył wiosło i stanął w łódce, krzycząc: