Reszyd innego był zdania. Ociągał się z odejściem, gładząc w zamyśleniu starannie utrzymaną brodę.
— Widzę w tym wiele łgarstw — mruknął. — On już raz nie żył i zmartwychwstał, a teraz znów umarł po raz drugi. Wkrótce zjawią się tu Holendrzy i zażądają wydania tego człowieka. Czy nie lepiej uwierzyć raczej świadectwu własnych oczu niż językom bab i próżniaków?
— Mówią, że ciało zabrano do kampungu Almayera — odrzekł Abdulla. — Jeśli chcesz je zobaczyć, idź tam przed przybyciem Holendrów. Wybierz się późnym wieczorem; nie trzeba, aby którego z nas widziano tymi czasami w osiedlu Almayera.
Reszyd zgodził się na to i opuścił stryja. W wielkich drzwiach wejściowych przystanął i wsparł się ramieniem o futrynę, spoglądając leniwie przez otwartą bramę ku głównej ścieżce osady. Stała przed nim bezludna, prosta i żółta pod ulewą światła. Gładkie pnie palm, chaty, dach domku Almayera, widzialny wśród zarośli na ciemnym tle lasu u drugiego końca ścieżki — wszystko zdawało się drgać w żarze południowej godziny bijącym od rozprażonej ziemi. Roje żółtych motyli wznosiły się i opadały w krótkich wzlotach przed przymkniętymi oczami Reszyda. U jego stóp, w bujnej trawie dziedzińca, brzęczała ckliwie kapela owadów. Patrzył sennie przed siebie.
Z bocznej ścieżki między chatami wyszła na drogę kobieta; smukła, dziewczęca jej postać kryła się w cieniu wielkiej tacy, którą niosła na głowie. Widok zbliżającej się postaci rozbudził na wpół uśpionego Reszyda. Poznał Taminę, niewolnicę Bulangiego, roznoszącą ciastka na sprzedaż — codzienne zjawisko bez żadnego znaczenia. Dziewczyna szła ku domowi Almayera. Może się da użyć jej za narzędzie? Otrząsnął się z senności i pobiegł ku bramie, nawołując: „Tamino! o!”. Stanęła, zawahała się i wróciła wolnym krokiem, a on czekał, kiwając na nią niecierpliwie.
Zatrzymała się przed nim ze spuszczonymi oczami. Przypatrywał jej się przez chwilę i zapytał:
— Czy idziesz do domu Almayera? W osadzie mówią, że w kampungu białego człowieka leży kupiec Dain, którego znaleźli w rzece dziś rano.
— Słyszałam o tym — szepnęła Tamina — i dziś rano widziałam trupa nad brzegiem rzeki. Nie wiem, gdzie się teraz znajduje.
— Więc go widziałaś? — zapytał skwapliwie Reszyd. — Czy to Dain? Spotykałaś go nieraz. Powinnaś go poznać.
Wargi dziewczęcia zadrgały; milczała przez chwilę, oddychając szybko.