Obaj oficerowie zerwali się na równe nogi, rozglądając się za odpasaną bronią. Almayer roześmiał się chrapliwie.
— Spokojnie, panowie! — zawołał. — Na wszystko przyjdzie czas. Będziecie go mieli po obiedzie.
— To nonsens — naglił porucznik. — Panie Almayer, tu nie ma żartów! Ten człowiek jest zbrodniarzem. Zasłużył na stryczek. Będziemy tu spokojnie jedli obiad, a on drapnie przez ten czas. Wiadomość o naszym przyjeździe...
Almayer podszedł do stołu.
— Daję panom słowo honoru, że nie ucieknie; trzymam go w bezpiecznym miejscu.
— Trzeba go uwięzić przed zmrokiem — zauważył młodociany podporucznik.
— Będzie pan odpowiadał, jeśli nam się nie uda. Jesteśmy w pogotowiu, ale nie możemy nic zrobić bez pana — dodał starszy, nie tając zniecierpliwienia.
Almayer kiwnął potakująco głową.
— Ręczę słowem honoru — powtórzył. — A teraz siadajmy do stołu — dodał żywo.
We drzwiach ukazała się Nina. Przystanęła na chwilę, usunąwszy firankę przed Alim i starą Malajką, którzy wnieśli półmiski, po czym zbliżyła się do trzech mężczyzn stojących obok stołu.