Uspokoił ją skinieniem i zwrócił się z dwornością Almayera.

— Możemy teraz porozmawiać, tuanie. Łatwo zadać śmierć, ale czy twoja mądrość potrafi przyzwać z powrotem życie? Mogłeś ją zranić — ciągnął, wskazując na Ninę. — Ręka ci mocno drżała; nie bałem się o siebie.

— Nino! — krzyknął Almayer. — Chodź tu natychmiast! Co znaczy ten nagły obłęd? Co cię opętało? Chodź do ojca, postaramy się zapomnieć o tej ohydnej zmorze!

Otworzył ramiona, pewien, że przyciśnie ją natychmiast do serca. Nie poruszyła się wcale. Gdy zrozumiał, że nie zechce go usłuchać, poczuł śmiertelny chłód w sercu i ścisnął dłońmi czoło w niemej rozpaczy. Dain wziął Ninę za ramię i powiódł ją do ojca.

— Przemów w języku jego narodu — rzekł do niej. — On rozpacza i któż by nie rozpaczał, tracąc ciebie, moja perło! To już ostatnie słowa, które możesz do niego powiedzieć. Głos twój słodkim być musi i dla niego, ale dla mnie jest wszystkim.

Puścił ją, odstąpił poza krąg światła i zatrzymał się w mroku, przypatrując się obojgu ze spokojnym zainteresowaniem. Daleka błyskawica zapaliła chmury nad ich głowami; rozległ się stłumiony łoskot grzmotu i zlał się z głosem Almayera, który wreszcie przemówił.

— Czy ty wiesz, co robisz? Czy wiesz, co cię czeka, jeśli pójdziesz za tym człowiekiem? Nie masz nad sobą litości! Będziesz z początku jego zabawką, a potem wzgardzoną niewolnicą, popychadłem, igraszką każdej nowej fantazji tego człowieka!

Przerwała mu ruchem ręki i odwróciła z lekka głowę, pytając:

— Słyszysz, Dainie! Czy to prawda?

— Na wszystkie bogi — zabrzmiała z mroku przesycona namiętnością odpowiedź — na ziemię i niebo, na moją i na twoją głowę przysięgam: to jest kłamstwo białego człowieka. Złożyłem duszę na wieki w twoje dłonie; oddycham twoim tchnieniem, patrzę twoimi oczami, myślę twoim umysłem i biorę cię w serce na zawsze.