— Złodzieju! — krzyknął rozjątrzony Almayer.

Głęboka cisza zapadła po tym wybuchu; wkrótce głos Daina rozległ się znowu.

— Nie, tuanie — odrzekł łagodnie — to także nieprawda. Dziewczyna jest tu z własnej woli. Ja tylko okazałem jej swoją miłość, jak przystoi mężczyźnie; usłyszała krzyk mego serca i przyszła. Okup za nią dałem kobiecie, którą nazywasz żoną.

Almayer jęknął w ostatecznej wściekłości i wstydzie. Nina położyła mu lekko rękę na ramieniu; dotknięcie to, słabe jak otarcie się spadającego liścia, zdało się nieść mu ukojenie. Zaczął prędko mówić, tym razem po angielsku.

— Powiedz, co oni ci zadali104 oboje, twoja matka i ten człowiek? Co cię przywiodło do oddania się temu dzikiemu? Bo to jest dziki. Między nim a tobą jest przepaść, której nic nie zapełni. Widzę w twoich oczach nieprzytomny wyraz człowieka, co w chwili szału popełnia samobójstwo. Jesteś szalona! Nie uśmiechaj się, rozdzierasz mi serce. Nie cierpiałbym straszniejszej męki, gdybyś tonęła w moich oczach bez możliwości ratunku. Czy zapomniałaś wszystko, czego cię uczyli przez tyle lat?

— Nie — przerwała — pamiętam dobrze. Pamiętam także, jak się skończyła moja nauka. Wzgarda za wzgardę, poniżenie za poniżenie, nienawiść za nienawiść. Nie należę do twojej rasy. Między twoim narodem a mną jest także przepaść, której nic nie zapełni. Pytasz, czemu odchodzę, a ja się ciebie pytam, czemu mam pozostać?

Zachwiał się jak od policzka, lecz podtrzymała go szybkim ruchem, chwyciwszy jego ramię.

— Czemu masz pozostać! — powtórzył z wolna jak otępiały i urwał, zdumiony ogromem swego nieszczęścia.

— Powiedziałeś mi wczoraj — ciągnęła — że nie umiem ciebie zrozumieć, że nie widzę twojej miłości; to jest prawda. I jakże ma być inaczej? Nie ma na świecie dwóch istot rozumiejących się nawzajem; rozumieją tylko swoje słowa. Chciałeś, abym żyła twoimi marzeniami, abym zatopiła się w twoich wizjach, wizjach życia wśród białych twarzy, wśród ludzi, którzy odepchnęli mnie z gniewną pogardą. Lecz gdy mówiłeś, wsłuchiwałam się w głos własnej duszy. Nagle zjawił się ten człowiek i wszystko na raz ucichło; słyszałam tylko szept miłości. Nazywasz go dzikim! A jak nazwiesz moją matkę, a twoją żonę?

— Nino! — krzyknął Almayer. — Nie patrz tak na mnie!