Spuściła natychmiast oczy, lecz ciągnęła dalej, zniżywszy głos prawie do szeptu:

— Z czasem nasze głosy zlały się w słodką harmonię dostępną tylko nam dwojgu. Mówiłeś wtedy o złocie, ale uszy nasze pełne były śpiewu miłości i nie słyszeliśmy cię. Przekonałam się, że widzimy wszystko jednakowo; że on widzi to, czego prócz mnie i jego nikt spostrzec nie jest w stanie. Znaleźliśmy się w kraju, dokąd nikt nie mógł za nami podążyć, a ty najmniej ze wszystkich. Wtedy dopiero zaczęło się dla mnie życie.

Zatrzymała się. Almayer odetchnął głęboko. Z oczami wbitymi wciąż w ziemię zaczęła mówić na nowo.

— Ja chcę żyć! Chcę pójść za nim. Biali ludzie odepchnęli mnie z pogardą, jestem teraz Malajką! Wziął mnie w ramiona i położył mi do stóp swoje życie. Mężny jest i stanie się potężnym władcą. Trzymam w ręku jego męstwo i jego siłę i uczynię go wielkim. Imię jego będzie głośno rozbrzmiewać, gdy oba nasze ciała w proch się już rozsypią. Kocham cię tak jak i dawniej, ale nie opuszczę go nigdy, bo żyć bez niego nie mogę.

— Jeśli zrozumiał, co mówisz — odrzekł pogardliwie Almayer — musi się czuć niezmiernie zaszczycony, Potrzebujesz go dla zaspokojenia niezrozumiałej jakiejś ambicji. Dosyć tego. Jeżeli nie zejdziesz natychmiast do zatoki, gdzie Ali czeka w łódce, każę Alemu wrócić do osady i sprowadzić tu Holendrów. Nie możesz uciec, puściłem z prądem twoje czółno. Jeśli Holendrzy złapią tego twojego bohatera, powieszą go bez wahania. A teraz chodź!

Zbliżył się i położył rękę na jej ramieniu wskazując ścieżkę wiodącą ku rzece.

— Strzeż się! — krzyknął Dain. — Ta kobieta należy do mnie!

Nina wyrwała się i spojrzała prosto w gniewną twarz Almayera.

— Nie pójdę! — rzekła z rozpaczliwą energią. — Jeśli on zginie, umrę z nim razem.

— Ty nie umrzesz — odparł pogardliwie Almayer. — Będziesz żyła życiem pełnym kłamstw i oszustw, póki nie zjawi się inny jakiś włóczęga i nie zaśpiewa ci — jak to powiedziałaś? — pieśni miłości! No, decyduj się prędko.