Ford spojrzał mu w twarz — i uciekł. Kapitan był sam człowiekiem wytrzymałym — o czym mogą zaświadczyć ci, co z nim żeglowali, ale hart Almayera był ponad jego siły.

Gdy Ford przybył następnym razem do Sembiru, Ali przyszedł się poskarżyć. Żalił się przed Fordem, że Chińczyk Dżim Eng wtargnął do domu Almayera i mieszka tam już od miesiąca.

— I obaj palą — dodał Ali.

Ford gwizdnął przeciągle.

— Opium?

Ali skinął głową. Ford zamyślił się głęboko i mruknął: „Biedak! Teraz już im prędzej, tym lepiej”. Po południu poszedł do Almayera.

— Co tu robisz? — spytał Chińczyka, który wałęsał się po werandzie.

Dżim Eng wytłumaczył mu po malajsku monotonnym, bezbarwnym głosem cechującym długoletnich palaczy opium, że własny jego dom jest stary, dach zacieka, a podłoga butwieje. Więc jako dawny przyjaciel sprzed wielu, wielu lat, zabrał swoje pieniądze, opium, dwie fajki i zamieszkał w wielkim domu.

— Tutaj dużo jest miejsca. On pali, a ja tu mieszkam. Nie będzie palił długo — dodał.

— Gdzież on jest? — spytał Ford.