— To dziwne, że taka rzecz może sprawić ból — rozważał Heyst — a jednak sprawia. Zdaje mi się, że jestem takim samym głupcem jak ci wszyscy, którzy znają tę historię — i wierzą w nią bez wątpienia. Może jeszcze sobie co przypominasz? — zwrócił się do Leny z sarkastyczną uprzejmością. — Słyszałem często o moralnych korzyściach płynących ze spojrzenia na siebie oczami innych ludzi. Prowadźmy dalej badania. Czy nie przypominasz sobie jeszcze czegoś, o czym wszyscy wiedzą?
— Och, nie śmiej się! — krzyknęła.
— Rzeczywiście się śmiałem? Zapewniam cię, że nie zdawałem sobie z tego sprawy. Nie pytam, czy wierzysz w relację hotelarza. Przypuszczam, że musisz znać wartość ludzkich sądów.
Rozłożyła dłonie, poruszyła nimi lekko i splotła palce jak poprzednio. Czy to miał być protest? Czy potwierdzenie? I to już wszystko? Poczuł ulgę, gdy przemówiła tym ciepłym, cudownym głosem, który sam przez się krzepił i czarował serce, który był takim jej urokiem.
— Przecież słyszałam to, nim jeszcze zaczęliśmy z sobą rozmawiać. Potem wyszło mi to z pamięci. Wszystko wyszło mi wtedy z pamięci; i byłam temu rada. To był dla mnie początek nowego życia — z tobą — i ty wiesz o tym. Czemuż nie zapomniałam zupełnie, kim byłam przedtem — tak byłoby najlepiej; a prawie już udało mi się zapomnieć.
Wzruszyło go uczucie drgające w ostatnich słowach. Zdawała się mówić z cicha o jakimś dziwnym czarze w słowach tajemniczych i pełnych szczególnego znaczenia. Pomyślał, że gdyby umiała mówić do niego tylko jakimś nieznanym językiem, przykułaby go do siebie pięknem samego dźwięku, przywodzącego na myśl niezmierne głębie mądrości i uczucia.
— Ale — ciągnęła — to nazwisko utkwiło jakoś w głowie; i kiedy je wymówiłeś —
— Wówczas czar prysł — mruknął Heyst w gniewnym rozczarowaniu, jak gdyby zawiodła go jakaś nadzieja.
Lena, siedząc trochę wyżej od Heysta, śledziła spokojnymi oczami zadumę i milczenie tego mężczyzny, od którego zależała tak zupełnie. Dotychczas nie zdawała sobie z tego jasno sprawy, ponieważ aż do tej chwili nigdy jeszcze nie odczuła, że jest zawieszona między niebem a ziemią — w jego ramionach. Co by się stało, gdyby zmęczył się swym ciężarem?
— I przecież nikt nigdy nie wierzył w to gadanie!