Zrobił się jeden wielki plusk, woda buchnęła w górę, czarne głowy konwulsyjnie drgały i znikły, w rzece coś bulgotało gwałtownie i powoli cichło, umiejętnie dali nurka, drżąc ze strachu, by ich teraz jeszcze kula na tamten świat nie wyprawiła. Jim zwrócił się do dziewczyny, uważnego, milczącego świadka tej sceny. Zdawało mu się, że serce jego nagle urosło, zmieścić się w piersi nie może i dusi go coś w gardle. To zapewne pozbawiło go głosu przez jakiś czas, a ona, odpłaciwszy mu się spojrzeniem, szerokim ruchem ręki rzuciła pochodnię do rzeki. Czerwony płomień zatoczył wielkie koło i sycząc jak potworna żmija, zgasł, a spokój słodkiej gwiaździstej nocy spłynął na nich.

Nie mówił mi, co powiedział, gdy głos odzyskał. Przypuszczam, że nie mógł być bardzo wymowny. Otaczała ich cisza, noc, jedna z tych, co zdają się stworzone, by dawać schronienie naszym uczuciom, a są takie chwile, w których dusze jakby uwolnione z ciemnej powłoki jaśnieją cudowną wrażliwością, czyniącą milczenie wymowniejszym od słów.

— A dziewczyna — mówił Jim — rozpłakała się. Naturalna reakcja. Musiała być diablo zmieszana, a przy tym kochała mnie... rozumiesz pan... Ja także... nie wiedziałem... ani mi to przez głowę nie przeszło...

Tu zerwał się i chodzić zaczął pośpiesznie.

— Kocham ją, kocham bardzo. Więcej niż wyrazić mogę. Rozumie się, że tego opowiedzieć nie można. Zupełnie się człowiek inaczej na swe czyny zapatruje, gdy mu dane jest do zrozumienia, że obecność jego jest konieczna, niezbędna — dla drugiej osoby. Ja właśnie to czuję. Czyż to nie zadziwiające! Ale pomyśl tylko, jakie było jej życie. Przecie to było okropne! A ja przyszedłem tu i znalazłem ją w takim położeniu, jak gdyby ktoś, włócząc się po świecie, znalazł nagle tonącego w ciemnej, bezdennej przepaści. Na Jowisza! Nie ma ani chwili do stracenia... No! przecież to także rodzaj zaufania... Zdaje mi się, że godny jestem tego...

Muszę wam przypomnieć, że dziewczyna już dawno nas opuściła. Jim stuknął się w piersi.

— Tak, czuję to. Jak również to, że zasłużyłem na to szczęście, które mi tu dopisało!

On miał dar znajdywania głębszego znaczenia we wszystkim, co mu się przytrafiało. Tak się zapatrywał na swą miłosną sprawę; było to idylliczne, trochę uroczyste i również prawdziwe, kiedy wierzył z całą powagą młodości. W jakiś czas potem, przy innych okolicznościach, powiedział mi:

— Jestem tu zaledwie od dwóch lat, a doprawdy, nie mogę sobie wystawić39, bym mógł żyć gdzie indziej. Sama myśl o świecie poza granicami tego kraju przeraża mnie, gdyż, rozumiesz pan — dodał z oczami utkwionymi w koniec buta, którym rozbijał grudkę ziemi (szliśmy brzegiem rzeki) — gdyż nie zapomniałem, dlaczego tu przybyłem. Jeszcze nie!

Nie pozwoliłem sobie spojrzeć na niego, ale zdaje mi się, że usłyszałem westchnienie; milczeliśmy czas jakiś.