— I czy to możliwe, że pani — pani! — nie wierzyła mu? — spytałem ze szczerą wymówką. Dlaczego ona nie mogła mu wierzyć? Po co czepia się tak tej niepewności i trwogi, jak gdyby one były strażniczkami miłości. To było okropne. Powinna była sobie z tej uczciwej miłości zbudować ustroń niezmąconego spokoju. Może nie wiedziała, nie umiała.

Noc stała się tak ciemna, że postać jej zniknęła sprzed mych oczu, jak gdyby była duchem. Nagle usłyszałem znów spokojny jej szept:

— Inni mężczyźni tak samo przysięgali.

Było to jakby echem myśli pełnych smutku i przerażenia. Dodała ciszej jeszcze:

— Mój ojciec tak postąpił.

Umilkła, by głośno odetchnąć. Jej ojciec także... O tych więc rzeczach wiedziała! Pośpieszyłem powiedzieć:

— Ale on jest przecież inny!

O tym widocznie nie chciała dyskutować; ale po chwili ten dziwny szept wpadł mi znów w ucho:

— Dlaczego jest inny? Czy jest lepszy? Czy tak?...

— Na honor — zawołałem — wierzę, że jest lepszy!