— Czas już z tym skończyć.

— Tuanie? — zawołał Tamb’ Itam podbiegając. Nie wiedział, o czym mówi jego pan; dziewczyna, widząc ruch Jima, podbiegła również pospiesznie.

Będąc w połowie dziedzińca, krzyknęła:

— Będziesz walczył?

Jim obrócił się do niej i opierając plecami o armatkę, odparł:

— Nie ma o co walczyć.

Mówiąc to, uczynił jeden krok naprzód.

— Zgodzisz się na ucieczkę? — krzyknęła znów.

— Tu nie ma ucieczki — odparł, zatrzymując się, co i ona uczyniła, pożerając go oczyma.

— I pójdziesz? — spytała powoli.