— Opowiedzieli swoją historię.
Znowu nastała chwila przygnębiającej ciszy.
— Wówczas dopiero zdałem sobie jasno sprawę ze wszystkiego i powziąłem postanowienie — dodał.
— Nic pan nie powiedział? — szepnąłem.
— A cóż miałem mówić? — również szeptem spytał. — Lekkie drgnienie. Zatrzymany parowiec. Stwierdzone uszkodzenia. Zaczęto spuszczać łodzie po cichu, by nie wzbudzać popłochu. Gdy spuszczono pierwszą łódź, parowiec zatonął jak kawał ołowiu wśród szkwału... czy mogło być coś jaśniejszego? — zwiesił głowę — i straszniejszego?
Usta mu drżały, gdy patrzył mi prosto w oczy.
— Skoczyłem... czyż nie tak?... To był fakt, a reszta, to już wszystko jedno!
Załamał na chwilę ręce, spojrzał na prawo i lewo i szepnął:
— To jakbym oszukiwał zmarłego.
— Tam umarłych nie było — rzekłem.