Jimmy rzekł dobrodusznie:
— Przestań-że błaznować!
Knowles, cochając się ramieniem o odrzwia, zauważył sprytnie:
— Wszyscy nie możemy się zameldować jako chorzy. Byłby to bunt.
— Bunt — głupstwo! — szydził Donkin — Nie ma żadnego prawa przeciwko zachorowaniu.
— Jest sześć tygodni ciężkiego więzienia za uchylenie się od służby — odparł Knowles. — Pamiętam, widziałem raz w Kardyfie załogę przeładowanego statku — ostatecznie znów tak bardzo nie był przeładowany, tylko że jakiś podtatusiały jegomość z białą brodą i z parasolem zjawił się na bulwarze i zaczął ludziom gadać. Okropna to rzecz — powiada — zatonąć podczas zimy i po to tylko, żeby właścicielowi okrętu napędzić do kieszeni kilka funtów więcej. Użalał się nad ludźmi, omal nie płakał, rzetelnie mówię; — palto miał niby wielki żagiel, a kapelusz jak żagiel mały górny. Chłopcy — zgoda! Powiedzieli, że nie chcą w zimę tonąć, i myśleli, że tatuś będzie za nimi przed sądem świadczył. Liczyli, że ta awantura zapewni im na dwa-trzy dni labę. A sąd skazał ich na sześć tygodni ciupy, bo okręt nie był przeładowany. Tak przynajmniej ustalono w sądzie. W całym porcie w Penarth nie było ani jednego przeładowanego okrętu. Zdaje się, że ten stary oszust był zapłacony przez jakież takie towarzystwo, żeby śledzić przeciążone okręty, ale znał się na tym jak koza na pieprzu... W gospodzie, w której mieszkiwam, zmówiliśmy się w kilku, żeby tego starego łotra skąpać w doku. Tropiliśmy go, ale przepadł bez śladu, jak tylko wyślizgnął się z sali sądowej... Tak, tak. Zasądzono ich na sześć tygodni ciężkiego więzienia...
Słuchali ciekawie, przytakując surowemi, zamyślonymi twarzami. Donkin otwierał kilka razy usta, ale nic nie rzekł. Jimmy leżał cicho i obojętnie z otwartymi oczyma. Któryś majtek wyrwał się ze zdaniem, że „przeklęci sędziowie”, po tym krzycząco niesprawiedliwym wyroku, niezawodnie „poszli się upić z właścicielem na jego koszt”. Zdanie to podzielili inni. Rzecz sama przez się zrozumiała. Donkin rzekł:
— Co tam, sześć tygodni to można wytrzymać. Śpi się przynajmniej calutką noc, regularnie. Zrobiłbym tak, dalibóg.
— Jesteś do tego przyzwyczajony, co? — spytał któryś.
Jimmy raczył się zaśmiać. Wszystkim nam ten łaskawy śmiech dodał animuszu. Knowles bardzo zręcznie odwrócił swój punkt zapatrywania.