Zatrzymał się chwilę i, akcentując jakąś ukrytą myśl, rzekł z wolna:
— Przecież ty nie jesteś chory — prawda, że nie?
— Nie — odrzekł stanowczo. — Kilka razy w tym roku byłem niezdolny do pracy — dorzucił. I nagle sposępniał.
Donkin przymknął jedno oko z przyjacielską konfidencją.
— Robiłeś to i przedtem, nieprawdaż? — szepnął.
Jimmy uśmiechnął się, po czym, jak gdyby nie mogąc się dłużej opanować, dał folgę zwierzeniom:
— Na ostatnim okręcie — tak. W czasie podróży udałem chorego. Rozumiesz? Łatwa rzecz. W Kalkucie wypłacono mi lon, a szyper nie zrobił o to żadnego kramu... Otrzymałem swoje pieniądze, jak się należy. Pięćdziesiąt ośm dni przeleżałem w łóżku! Głupcy! O Boże! Co za głupcy! Zapłacili mi rzetelnie!...
Zaśmiał się kurczowo. Chichotał i Donkin. Jimmy silnie zakaszlał.
— Jest mi tak dobrze jak nigdy — rzekł, gdy znowu mógł oddychać.
Donkin zrobił szyderczy gest.