— Rozwiesiłem twoje rzeczy dla przewietrzenia.
— Dobrze — rzekł Jimmy zmęczonym głosem. — Przynieś je tu.
— Daj mi klucz od kuferka, poukładam ci je — mówił Donkin z przyjacielską skwapliwością.
— Przynieś je tutaj, sam poukładam — rzekł Jimmy surowo.
Donkin spuścił oczy w ziemię i coś pomrukiwał...
— Co mówisz? Co takiego? — zaniepokoił się Jimmy.
— Nic. Sucha noc. Niech tam sobie powiszą do rana — powiedział Donkin jakimś dziwnie drżącym głosem, jakby powstrzymywał śmiech, czy też wściekłość. Jimmy’ego, zda się, ta odpowiedź zadowoliła.
— Nalej mi trochę wody do dzbanka na noc — powiedział.
Donkin wyszedł za próg.
— Nalej sobie sam — wygłosił szorstko — możesz to zrobić, jeżeli nie jesteś naprawdę chory.