— Przez cały kurs pokazywali, co umieją — burknął czyjś głos — ale teraz przebrała się miarka.
— To nasz towarzysz.
— Czy nie traktują nas jak gromadę cieląt?
— Warta bakburty odmawia posłuszeństwa.
Charley, porwany sentymentem, zagwizdał przeraźliwie i wrzasnął:
— Oddajcie nam Jimmy’ego!
To wprowadziło nowy ton do zamieszki. Buchnęła wrzawa ze świeżą energią. Zaraz zawiązały się kłótnie.
— Tak.
— Nie.
— Wcale nie był chory.