— Wróć się pan, panie Baker — zawołał spokojny głos zwierzchnika.

Usłuchał pomimo woli. Przez chwilę panowała cisza, po czym rozległ się ogłuszający zgiełk, nad który wybił się energiczny głos Archiego:

— Jeżeli jeszcze raz to zrobisz, powiem!

— Daj spokój! — rozlegały się krzyki.

— Rzuć to!

— My nie z tego gatunku!

Czarna ciżba skłębionych kształtów ludzkich zatoczyła się aż do burty i z powrotem uderzyła o ścianę „domu”. Ciemne postacie chwiały się, padały i podnosiły w skok. Dzwoniły kółka klubek, trącane potykającymi stopami.

— Rzuć to!

— Puść mnie!

— Nie!