— Ten przeklęty chłopak ma robaki — zauważył pouczająco Knowles spod kołdry.

Belfast wstał i zbliżył się do koi Archiego.

— Wyratowaliśmy go — szepnął smętnie.

— Kogo? Co? — zagadnął ów, niezadowolony i senny.

— A teraz musimy go wrzucić do morza — ciągnął Belfast drżącymi wargami.

— Co wrzucić? — spytał Archie.

— Biedaka Jimmy’ego — westchnął Belfast.

— Niech go cholera — rzekł Archie z udaną brutalnością i siadł w swej kojce:

— Wszystko to przez niego. Gdyby nie ja, byłoby na tym okręcie morderstwo.

— Przecież on temu nie winien, prawda? — rzekł Belfast półgłosem — Kiedy kładłem go do łóżka, nie był cięższy od pustej baryłki po mięsie — dodał ze łzami w oczach.