Usiadł na skraju ławy.
— Zapewne chce je pobłogosławić.
Decoud, na wpół jeszcze nieprzytomny, odezwał się, iż zdaje się mu, że się zdrzemnął, na co Nostromo odpowiedział z nieokreślonym uśmiechem, iż zajrzał przez okno i widział go leżącego na stole z ramionami pod głową.
Angielska señora przyjechała tym samym powozem i od razu poszła na górę z doktorem. Poleciła mu, żeby jeszcze nie budził don Martina; ale kiedy posłano po dzieci, wszedł do kawiarni.
Widoczna na zewnątrz połówka konia z połówką siedzącego na nim jeźdźca wykonała obrót. Pochodnia z pakuł i smoły umieszczona w żelaznym koszu, sterczącym na kiju u łęku siodła, rozjaśniła naraz swą drgającą poświatą całą izbę. W tej chwili weszła śpiesznie pani Gould. Twarz miała bardzo bladą i znużoną. Kaptur granatowego płaszcza zsunął się jej z głowy. Obaj mężczyźni powstali.
— Teresa chciałaby się z panem zobaczyć, Nostromo — rzekła.
Capataz nie poruszył się. Decoud, oparty o stół, zaczął zapinać płaszcz.
— Srebro, pani Gould, srebro! — mruknął po angielsku. — Proszę nie zapominać, że garnizon Esmeraldy ma parowiec. Mogą lada chwila pojawić się u wejścia do portu.
— Doktor powiada, że nie ma nadziei — rzekła pani Gould śpiesznie, również po angielsku. — Odwiozę pana do portu swym powozem, a potem powrócę, by zabrać dziewczęta. — Następnie już po hiszpańsku odezwała się do Nostroma: — Niech pan nie marudzi! Żona starego Giorgia pragnie widzieć się z panem.
— Idę do niej, señora — bąknął capataz.