— Wszystko — przerwał doktor.

Capataz, słysząc to, uderzył pięścią w stół.

— Wszystko? Co pan opowiada? Wszystko? Wie wszystko? To niemożliwe! Wszystko?

— Oczywiście. Dlaczego wydaje się to panu niemożliwe? Mówię panu, że byłem przy przesłuchaniu Hirscha wczoraj wieczorem, tu, w tym pokoju! Zna pańskie nazwisko, nazwisko Decouda i wszystkie szczegóły połączone z załadunkiem srebra... Lichtuga została przecięta na pół. Pełzał z nikczemnego strachu przed Sotillem, ale pamiętał to dokładnie. Czegóż pan chce więcej? Najmniej wiedział o sobie samym. Znaleźli go uczepionego do kotwicy. Uczepił się jej zapewne w tej chwili, kiedy lichtuga szła na dno.

— Szła na dno? — powtórzył Nostromo powoli. — Sotillo w to wierzy? Bueno!

Doktor, nieco zniecierpliwiony, nie był w stanie pojąć, żeby można było wierzyć w coś innego. Tak jest, Sotillo wierzył, że lichtuga poszła na dno i że capataz de cargadores razem z Martinem Decoudem, a może też z paroma innymi zbiegami politycznymi, utonęli.

— Miałem słuszność, señor doctor — zauważył na to Nostromo — że Sotillo nie wie wszystkiego.

— Co? Co pan ma na myśli?

— Nie wie, że nie zginąłem.

— My również nie wiedzieliśmy.