— Uznał pan? — powtórzył capataz ostrożnie. — No, to dziwne. A jak długo chciałby ją pan podtrzymać?
— Tak długo, jak tylko się da.
— Co to znaczy?
— Powiem panu dokładnie. Tak długo, póki żyję — odparł doktor zdecydowanym głosem. Następnie przedstawił pokrótce historię swego aresztowania oraz okoliczności, w jakich go uwolniono. — Szedłem właśnie do tego głupiego łajdaka, gdyśmy się spotkali — zakończył.
Nostromo słuchał z głęboką uwagą.
— Uwziął się pan zatem na rychłą śmierć — mruknął przez zaciśnięte zęby.
— Być może, mój znakomity capatazie — rzekł doktor zgryźliwie. — Nie jest pan tu jedynym człowiekiem, który umie patrzeć paskudnej śmierci w oczy.
— Niewątpliwie — mruknął Nostromo dość głośno, by mógł być dosłyszany. — Może tu być nawet więcej niż dwóch półgłówków. Kto wie?
— To już moja sprawa — odrzekł doktor krótko.
— Podobnie jak wywiezienie tego przeklętego srebra na morze było moją sprawą — odciął się Nostromo. — Rozumiem. Bueno. Każdy z nas ma swoje powody. Ale był pan ostatnim człowiekiem, z którym rozmawiałem przed wyjazdem, i odzywał się pan do mnie, jakbym nie miał wszystkich klepek w porządku.