— Dlaczego głupota?
— Ach, czy pan tego nie pojmuje? — zaczął Nostromo ze zjadliwością i rosnącą wzgardą. — Trzech ludzi w pół godziny sprawdzi, iż nigdzie na tej wysepce nie naruszono ani skrawka ziemi. Czy panu się zdaje, że taki skarb można zakopać, nie pozostawiając śladów, señor doctor? Nie zyskałby pan nawet pół dnia i aniby się pan obejrzał, już by Sotillo poderżnął panu gardło. Izabela! Co za niedorzeczność! Co za nędzny pomysł! Ach, wy panowie inteligenci, wszyscy jesteście jednacy! Wszyscy zdolni tylko do oszukiwania prostych ludzi, których narażacie na śmiertelne niebezpieczeństwa dla rzeczy, których sami nie jesteście pewni. Jeżeli się uda, to wy z tego czerpiecie korzyści. Jeżeli nie, to mniejsza o to. Prosty człowiek jest tylko psem. Ach, Madre de Dios257, chciałbym... — I potrząsnął pięściami nad głową.
Doktor był zrazu oszołomiony tym wybuchem dzikiego, syczącego gniewu.
— No, no! Na podstawie pańskiego własnego wywodu sądziłbym, iż prości ludzie nie są bynajmniej takimi głupcami — rzekł z przekąsem. — Ale mniejsza o to. Skoro pan taki mądry, to ma pan lepsze miejsce?
Nostromo szybko ochłonął z podniecenia.
— Na to jestem wystarczająco mądry — rzekł spokojnie, niemal obojętnie. — Niech mu pan wskaże kryjówkę na tyle dużą, żeby potrzebował całych dni na poszukiwania, miejsce, gdzie można schować cały skarb srebrnych sztab, nie pozostawiając śladu na powierzchni.
— I tuż na podorędziu — wtrącił doktor.
— Oczywiście, señor. Niech mu pan powie, że go zatopiono.
— Miałoby to tę zaletę, że byłoby prawdą — rzekł doktor pogardliwie. — Nie będzie wierzył.
— Powie mu pan, że zatopiono go w takim miejscu, skąd będzie miał nadzieję go wydostać, a uwierzy panu natychmiast. Powie mu pan, że zatopiono go w samym porcie z myślą, żeby później go wyłowić przy pomocy nurków. Powie mu pan, że się pan wywiedział, iż otrzymałem od don Carlosa Goulda rozkaz, żebym po cichu wrzucił skrzynki do morza gdzieś na linii między końcem mola a wejściem do portu. Tam nie jest zbyt głęboko. Sotillo nie ma wprawdzie nurków, ale ma okręt, łodzie, liny, łańcuchy, marynarzy. Niech wyławia srebro! Niech każe swoim głupcom ciągnąć włoki po dnie wzdłuż, wszerz i na krzyż, a sam siedzi i wypatruje, aż mu oczy wylezą z głowy.