— Moi biedni cargadorzy — zamamrotał Nostromo. — Oszukani, oszukani!

— Rozumiem, że w porcie mógł pan swobodnie uwijać się z kijem wśród swych biednych cargadorów — odezwał się doktor cierpkim głosem, który świadczył, iż wracał do siebie po wysiłku. — Niech pan się nie łudzi! Pedrito jest wściekły, że señor Ribiera wymknął mu się i że pozbawiono go przyjemności rozstrzelania Decouda. Krążą już po mieście pogłoski, że skarb zdmuchnięto mu sprzed nosa. To również nie podoba się Pedritowi; ale muszę panu powiedzieć, że gdyby nawet miał pan w ręku całe srebro na swój okup, nie ocaliłoby ono pana.

Nostromo odwrócił się szybko, chwycił doktora za ramiona i przybliżył twarz do jego twarzy.

Maladetta!260 Nagabuje mnie pan ciągle gadaniem o tym skarbie. Uwziął się pan na moją zgubę. Był pan ostatnim człowiekiem, który spojrzał na mnie, zanim z nim odpłynąłem. A maszynista Sidoni mówi, że pan ma złe oko.

— Powinien wiedzieć co mówi. W zeszłym roku ocaliłem mu złamaną nogę — odparł doktor ze stoickim spokojem.Czuł na ramionach ciężar rąk, które słynęły wśród pospólstwa z rwania grubych lin i łamania podków. — Jeżeli zaś chodzi o pana, to daję panu najlepszy sposób ocalenia się — niech mnie pan puści! — i odzyskania dobrego imienia. Chełpił się pan, że to przeklęte srebro rozsławi capataza de cargadores od jednego krańca Ameryki do drugiego. Ale ja daję panu lepszą sposobność — niech mnie pan puści, hombre!

Nostromo puścił go nagle, a doktor zląkł się, że ten niezastąpiony człowiek znowu mu ucieknie. Ale nie zrobił tego. Zaczął iść powoli. Doktor kuśtykał obok niego, aż znaleźli się na rzut kamieniem od Casa Viola. Nostromo znowu przystanął.

Pogrążona w cichości niegościnnych mroków, Casa Viola jakby odmieniła swą naturę. Ten jego dom zdawał się odtrącać go jakąś beznadziejną i wrogą tajemnicą. Doktor odezwał się:

— Będzie pan tam bezpieczniejszy. Niech pan wejdzie, capatazie!

— Jakże mogę wejść? — zdawał się pytać sam siebie Nostromo cichym, zamyślonym głosem. — Nie może cofnąć tego, co powiedziała, ani ja tego, co uczyniłem.

— Ręczę, że wszystko będzie dobrze. Viola jest sam. Wstępowałem do niego, gdy szedłem z miasta. Będzie pan najzupełniej bezpieczny w tym domu aż do chwili, kiedy pan z niego wyruszy, by zasłynąć na Campo. Pójdę teraz, by porozumieć się co do pańskiego wyjazdu z naczelnym inżynierem i dam panu znać o wszystkim jeszcze przed świtem.