— Tam, nad tymi wielkimi francuskimi oknami wystawowymi, mieszczą się na pierwszym piętrze biura „Porvenire”; to największy nasz dziennik. Konserwatywny, a raczej, powiedziałbym, parlamentarny. Mamy stronnictwo parlamentarne, na którego czele stoi obecny prezydent państwa, don Juste Lopez; moim zdaniem, bardzo rozumny człowiek. Pierwszorzędny intelekt, panie! Opozycyjne stronnictwo demokratyczne opiera się, niestety, na socjalistach włoskich, na ich tajnych stowarzyszeniach, camorrach263 i tym podobnych organizacjach. Mnóstwo Włochów osiedliło się tu na terenach, zwolnionych marynarzy, mechaników, a wszyscy skupili się wzdłuż głównej linii kolejowej. Na Campo mamy całe wsie włoskie. A miejscową ludność też do tego wciągają... Bar amerykański? Tak. A tam dalej zobaczy pan drugi. Uczęszczany głównie przez przybyszów z Nowego Jorku... No, jesteśmy w klubie „Amarilla”. Niech pan zwróci uwagę na tego biskupa u podnóża schodów, na prawo od wejścia.

Śniadanie przebiegało przy małym stoliku na galerii, w atmosferze wystawności i swobody. Kapitan Mitchell rozdzielał skinienia głowy i ukłony. Wstawał co chwila, by pomówić z różnymi urzędnikami w czerni, kupcami w żakietach, oficerami w mundurach, caballeros z Campo — z których jedni byli bladzi, drobni i nerwowi, drudzy spokojni, otyli i śniadzi — z Europejczykami i Amerykanami z Północy, których twarze odznaczały się mocno swą białością od większości ciemnych cer i błyszczących oczu.

Kapitan Mitchell rozpierał się następnie w swym krześle, wodził dokoła zadowolonym spojrzeniem i podawał przez stół szkatułkę, napełnioną grubymi cygarami.

— Proszę spróbować tego zielska przy kawie. Miejscowy tytoń. Takiej czarnej kawy, jaką podają w klubie „Amarilla”, nie dostanie pan nigdzie na świecie. Ziarno dostajemy ze słynnej cafeteríi264 u podnóża wzgórz. Jej właściciel przysyła co roku trzy worki w prezencie swym kolegom z klubu, na pamiątkę walki, którą z tych oto okien toczyli caballeros przeciwko gwardzistom Gamacha. Był wtedy w mieście i brał w niej udział do samego końca. Przywożą ją trzema mułami — nie zaś, jak zwykle, koleją — wprost na patio, pod eskortą konnych peonów. Prowadzi ich mayoral265 jego majątku, który wchodzi na schody w butach z ostrogami, po czym doręcza formalnie ten dar naszemu zarządowi, wymawiając słowa: „Na pamiątkę tych, którzy padli trzeciego maja”. Nazywamy ją kawą Tres de Mayo. Proszę jej skosztować.

Kapitan Mitchell z takim wyrazem twarzy, jakby gotował się do wysłuchania kazania w kościele, podnosił małą filiżankę do ust. W błogim milczeniu wysączał nektar do dna, pogrążony w obłokach dymu ze swego cygara.

— Niech pan spojrzy na tego człowieka w czerni, który właśnie wychodzi! — zaczynał, pochylając się popiesznie. — To słynny Hernandez, minister wojny. Specjalny korespondent „Timesa”, który napisał szereg nadzwyczaj zajmujących listów o Zachodniej Republice, nazywając ją „skarbcem świata”, poświęcił jemu i utworzonej przez niego formacji wojskowej cały artykuł. To słynni strzelcy z Campo.

Gość kapitana Mitchella, spoglądając ciekawie, dostrzegał postać w długim, czarnym surducie, która kroczyła z powagą, opuściwszy powieki. Miała długą, spokojną twarz, poziomo zarysowane brwi i szpiczastą głowę, której siwe włosy, przerzedzone u szczytu i przyczesane starannie ze wszystkich stron, spadały ufryzowane na kark i ramiona. Więc to był ów słynny bandyta, który zaciekawiał Europę! Gdy wkładał na głowę sombrero o wysokim dnie i płaskim, szerokim rondzie, widać było różaniec z drewnianych paciorków okręcony wokół przegubu jego prawej ręki. A kapitan Mitchell mówił dalej:

— To opiekun zbiegów, którzy uciekli z Sulaco przed wściekłością Pedrita. Jako generał kawalerii pod dowództwem Barriosa wsławił się zdobyciem Tonoro, gdzie padł señor Fuentes i zginęły ostatnie resztki monterystów. Jest przyjacielem i pokornym sługą biskupa Corbelana. Codziennie słucha trzech mszy. Założę się, iż idąc do domu, wstąpi po drodze do kościoła, by odmówić modlitwę.

Milknął i zaciągał się kilka razy dymem ze swego cygara; po czym we właściwy sobie, pełen powagi sposób, oświadczał:

— Rasa hiszpańska jest płodna i wyróżnia się swym charakterem we wszystkich dziedzinach życia. Może byśmy przeszli teraz do sali bilardowej, gdzie jest chłodno i można gawędzić spokojnie? Przed piątą nikogo tam nie ma. Mogę panu opowiedzieć zdumiewające epizody z rewolucji, która zakończyła się utworzeniem nowego państwa. Gdy minie największy skwar, wybierzemy się na alamedę.