Usiadł na rozpulchnionej ziemi, bezwładnie, jakby przykuty do skarbu, i objął dłońmi kolana z wyrazem beznadziejnej uległości, jak niewolnik siedzący na straży. Raz tylko poderwał głowę: grzechot silnego ognia karabinowego dotarł do jego uszu, spływając z wysoka niby grad suchego grochu spadającego na bęben. Posłuchawszy chwilę, rzekł półgłosem:

— Nie powróci już nigdy, żeby się wytłumaczyć...

I znowu zwiesił głowę.

— Niemożliwe! — mruczał posępnie.

Odgłosy strzelaniny zamarły. Łuna wielkiego pożaru w Sulaco rozpostarła się czerwono nad wybrzeżem, igrała na obłokach przy wylocie zatoki, muskała rdzawą i złowieszczą poświatą kształty trzech Izabel. Nie widział jej, chociaż podniósł głowę.

— Ale w takim razie się nie dowiem — odezwał się na cały głos i siedział znowu nieruchomo, milczący i zapatrzony przed siebie.

Nie mógł się dowiedzieć. Nikt nie miał się dowiedzieć. O ile można przypuszczać, koniec don Martina Decouda nie stał się przedmiotem rozmyślań dla nikogo prócz Nostroma. Gdyby znano prawdę, zawsze pozostawałoby jeszcze pytanie: dlaczego? Natomiast pogłoska o jego śmierci podczas zatonięcia lichtugi nie pozostawiała niepewności co do przyczyny. Młody apostoł utworzenia oddzielnego państwa zginął wskutek nieodżałowanego wypadku, walcząc za swą ideę. Tymczasem naprawdę umarł skutkiem samotności, tego wroga znanego tylko bardzo niewielu śmiertelnikom, któremu stawić opór są zdolni tylko najpośledniejsi z prostaczków. Świetny Costaguanero z bulwarów paryskich zginął skutkiem samotności oraz braku wiary w siebie i w innych.

Dla jakiegoś słusznego i ważnego powodu, niedostępnego pojmowaniu ludzkiemu, morskie ptactwo zatoki unika Izabel. Jego przybytkiem jest skalisty wierzchołek Azuery; jej kamieniste upłazy i rozpadliny rozbrzmiewają od ich dzikich, gwarnych krzyków, jakby od wiecznych kłótni o legendarne skarby.

Pod koniec pierwszego dnia pobytu na Wielkiej Izabeli Decoud, przewracając się w cieniu drzewa na legowisku, które usłał sobie z ostrej trawy, powiedział sobie:

— Nie widziałem przez cały dzień ani jednego ptaka.